Lena chciała zrobić niespodziankę mężowi, ale to ona sama została zaskoczona.
— Dim, wyobrażasz sobie, co się działo w restauracji? — Lena wpadła do mieszkania, zdejmując buty w biegu. — Francuski krytyk przyjechał, bez zapowiedzi.
Myślałam, że serce mi stanie, kiedy administrator wbiegł do kuchni z tą wiadomością.
— I jak poszło? — Dmitrij oderwał się od tabletu, odkładając rysik. Na ekranie pozostał niedokończony szkic dziecięcej ilustracji — rudy kotek z niedorysowanym ogonem.
— Wspaniale! — Lena opadła obok męża na kanapę, zakładając nogi. — Zamówił specjalność restauracji — łososia z czosnkiem niedźwiedzim i puree z korzenia selera.
Wiesz, specjalnie wyszłam do sali, kiedy kończył jeść. Dima, poprosił o dokładkę! Rozumiesz? Francuski krytyk poprosił o dokładkę!
Dmitrij zaśmiał się, patrząc na zaczerwienioną twarz żony. Jej oczy błyszczały, a ręce tak energicznie gestykulowały, że prawie przewróciła filiżankę z niedopitym kawą, stojącą na stoliku kawowym.
— Leneczka, jestem z ciebie dumny — przyciągnął ją do siebie, całując w czubek głowy. — Jesteś najlepszym szefem kuchni na świecie.
— Powiesz jeszcze, — żartobliwie szturchnęła go w bok. — Ale dzisiaj rzeczywiście przeszłam samą siebie. Właściciel restauracji powiedział, że jeśli krytyk napisze pozytywną recenzję, czeka mnie awans. Wyobrażasz sobie?
— Oczywiście, wyobrażam sobie. Moja żona to prawdziwy talent, — Dmitrij sięgnął po tablet. — Spójrz, jak ci się podoba ten kotek do nowej książki? Wydawnictwo ponagla z ilustracjami.
Lena uważnie spojrzała na ekran.
— Chyba ogon powinien być dłuższy. A może dodać paseczki? Dzieci lubią paskowane kotki.
— Dokładnie! — Dmitrij ponownie wziął rysik. — Wiedziałem, że czegoś brakuje.
Siedzieli tak do wieczora — Lena opowiadała o codziennych sprawach w restauracji, Dmitrij pokazywał nowe szkice.
Za oknem powoli zapadał zmierzch, na kuchennym stole stygnął zaparzony godzinę wcześniej herbata, a oni wciąż rozmawiali, jak na pierwszych spotkaniach.
Tydzień później Lena postanowiła zrobić mężowi niespodziankę. Dzień okazał się zaskakująco spokojny — żadnych nieoczekiwanych krytyków, kapryśnych klientów czy przypalonych sosów.
Zakończyła zmianę wcześniej niż zwykle i wyszła z restauracji, od razu kierując się do ulubionego sushi baru Dima.
— Dzień dobry! Poproszę zestaw „Imperator” i butelkę sake, — uśmiechnęła się do znajomego sprzedawcy.
— O, Eleno Andreevno! Dawno panią nie widzieliśmy, — starszy Japończyk ukłonił się. — Jak tam mąż? Nadal rysuje?
— Tak, Hiro-san, nie przestaje ani na chwilę. Właśnie chcę go zaskoczyć.
— Zaraz wszystko zrobimy. Proszę chwilę poczekać.
Podczas pakowania zamówienia, Lena wyobrażała sobie, jak Dima się ucieszy. Ostatnio był jakiś zamyślony, długo siedział przy komputerze, coś szukając. Pewnie nowego zlecenia.
Kiedy angażował się w pracę, potrafił zapomnieć o jedzeniu.
Słońce grzało nieprzyzwoicie ciepło jak na październik. Taki październik zdarza się rzadko — jakby lato wróciło na pożegnanie. Po drodze tańczyły żółte klony, a Lena nieświadomie uśmiechała się, wspominając dzień przy galerii.
Minęły trzy lata, ale nadal pamiętała każdy szczegół ich pierwszego pocałunku w starym parku po wystawie Dima. Też była wtedy taka pogoda — jakby sama natura błogosławiła ich spotkanie.
Lena uśmiechnęła się do wspomnień. Wtedy on przypadkowo pobrudził jej białą bluzkę akwarelą, tak się wstydził i przepraszał, że nie wytrzymała i pocałowała go — po prostu, żeby przestał się martwić.
A pół roku później pobrali się.
Zbliżając się do domu, usłyszała głos męża. Rozmawiał przez telefon, stojąc przy wejściu:
— Tak, tak, o siódmej, — w jego głosie brzmiało wyraźnie ukrywane podniecenie. — Po prostu nie mogę się doczekać spotkania! Nie wyobrażasz sobie, jak długo na to czekałem.
Lena zatrzymała się za rogiem domu. Serce zaczęło bić szybciej.

— Nie, nie, żona się nie domyśla, — kontynuował Dmitrij.
Lena poczuła, jak torba z sushi staje się nie do zniesienia ciężka. Z kim on umówił się na spotkanie? Dlaczego to ukrywa?
— Doskonale. Do zobaczenia! — Dmitrij zakończył rozmowę i zniknął w klatce schodowej.
Lena stała za rogiem jeszcze przez kilka minut, starając się zebrać myśli. W głowie kłębiły się urywki rozmowy telefonicznej. „Nie mogę się doczekać spotkania”, „żona się nie domyśla”… Co to wszystko znaczy?
Powoli weszła na swoje piętro, zatrzymując się przed drzwiami mieszkania. Ręka z kluczami zatrzymała się w powietrzu. Może wszystko źle zrozumiała? Dima nie mógł… Nie, tylko nie on.
Kiedy weszła do mieszkania, mąż siedział przy komputerze, szybko zamykając jakieś zakładki w przeglądarku.
— Lenok! Tak wcześnie dzisiaj, — wstał na jej spotkanie. — Co to masz?
— Sushi. Chciałam zrobić niespodziankę, — jej głos zabrzmiał głucho.
— Co ci jest? Coś się stało w restauracji?
Lena postawiła torby na kuchennym stole. W głowie kłębiły się dziesiątki pytań, ale język nie chciał ich zadać. Patrzyła na męża — tego tak bliskiego, ukochanego — i nie mogła uwierzyć, co się dzieje.
— Dima, — w końcu wykrztusiła. — Słyszałam twoją rozmowę przy wejściu.
Dmitrij zatrzymał się w połowie drogi do lodówki.
— Jaką rozmowę?
— Przez telefon. O spotkaniu o siódmej.
Powoli obrócił się w jej stronę. Na jego twarzy pojawiło się coś, co wyglądało jak strach.
— A, to… Lena, źle wszystko zrozumiałaś.
— Jak miałam to zrozumieć? — poczuła, jak drży jej głos. — „Nie mogę się doczekać spotkania”, „żona się nie domyśla”… Dima, co się dzieje?
Zbliżył się do niej, ale ona cofnęła się.
— Leneczko, posłuchaj…
— Z kim się spotykasz? — przerwała mu. — Tylko nie mów, że to spotkanie zawodowe. Słyszałam twój głos. Byłeś… szczęśliwy.
Dmitrij przejechał ręką po włosach — gest, który pojawiał się u niego w momentach niepokoju. Lena pamiętała, jak tak samo potargał włosy w dniu ich pierwszego spotkania, próbując usunąć akwarelę z jej bluzki.
— Tak, rzeczywiście umówiłem się na spotkanie, — zaczął. — Ale to zupełnie nie to, co myślisz.
— A co mam myśleć? — opadła na krzesło, czując dziwną pustkę w środku. — Pamiętasz, jak się poznaliśmy?
Powiedziałeś wtedy, że pobrudziłeś moją bluzkę, bo zasnąłeś i zapomniałeś, że masz w ręku pędzel z farbą. A ja uwierzyłam. Zawsze ci ufałam.
— I teraz możesz mi ufać! — opadł przed nią na kolana, próbując spojrzeć jej w oczy. — Lena, kochana, nigdy bym…
Dzwonek telefonu przerwał mu w pół słowa. Dmitrij przeklął, patrząc na ekran.
— Muszę odebrać.
— Oczywiście, — zaśmiała się gorzko. — Nie będę przeszkadzać.
Wyszedł do innego pokoju, ale jego głos wciąż był słyszalny:
— Halo? Tak, tak, pamiętam o spotkaniu… Nie, teraz nie jest najlepszy moment… Co? Tylko dzisiaj? Ale…
Lena siedziała, mechanicznie przewracając pałeczki do sushi. W pamięci pojawiały się wspomnienia ich wspólnego życia — jakby ktoś przeglądał album ze zdjęciami. Oto Dima wręcza jej bukiet słoneczników na urodziny.
Oto spacerują po wieczornym mieście, dzieląc się jednym parasolem. Oto przynosi jej kawę do łóżka po nocnej zmianie w restauracji…
Czy mogła się mylić przez te wszystkie lata? Może to ona coś robiła źle? Ostatnio rzeczywiście dużo pracowała, często wracała późno, zmęczona…
Ale to wszystko dla ich wspólnej przyszłości! Po awansie mogliby pozwolić sobie na więcej — może nawet na własną cukiernię, o której tak marzyli.
Z pokoju znowu dobiegł głos męża:
— Dobrze, przyjadę. Tak, za pół godziny będę. Dzięki, że czekasz.
Elena wstała. Nogi wydawały się jak z waty.
— Lena… — Dmitrij wrócił do kuchni. — Muszę wyjechać. To bardzo ważne.
— Ważniejsze niż nasza rozmowa?
— Nie rozumiesz…
— Dokąd jedziesz? — spojrzała mu w oczy. — Powiedz mi szczerze, mam prawo wiedzieć.
Zawahał się, przestępując z nogi na nogę.
— Ja… nie mogę powiedzieć. Jeszcze nie teraz. Ale przysięgam, to nie jest to, o czym myślisz.
— Wiesz co? — zaczęła pakować torbę. — Jedź. A ja chyba pojadę do mamy. Muszę się zastanowić.
— Lena, czekaj! — chwycił ją za rękę. — Jedź ze mną.
— Co?
— Jedźmy razem. Sama zobaczysz.
Jechali w milczeniu. Taksówkarz pewnie prowadził auto przez miasto. Ulice w półmroku wydawały się obce, rozmazane przez krople deszczu. Lena przycisnęła czoło do zimnej szyby, obserwując mijane szyldy i próbując zrozumieć trasę.
Dima na sąsiednim siedzeniu wiercił się nerwowo – czuła na sobie jego niespokojne spojrzenia, ale uparcie milczała. W aucie panowała gęsta cisza, przerywana jedynie szelestem wycieraczek na mokrej szybie.
Taksówka zatrzymała się przed starym budynkiem w centrum miasta. Były tu małe antykwariaty i księgarnie z używanymi książkami – Lena często tędy przechodziła, ale nigdy nie wchodziła do środka.
— Jesteśmy na miejscu. — Dmitrij zapłacił kierowcy. — Chodź.
Poprowadził ją do niepozornych drzwi z wyblakłą tabliczką: „Księgarnia Michaiła Pietrowicza”. W środku pachniało starymi książkami i drewnem.
Wysokie regały sięgały sufitu, między nimi paliły się przytłumione lampy, tworząc atmosferę tajemnicy.
— Dobry wieczór! — zza lady podniósł się siwowłosy mężczyzna w okularach. — Ach, Dmitrij! W samą porę. I żona z tobą?
— Tak, Michaił Pietrowicz. Poznajcie się – to Lena.
— Bardzo mi miło! — staruszek rozpromienił się. — Dmitrij tyle o pani opowiadał. Proszę chwilkę poczekać.
Zniknął na zapleczu, a Lena spojrzała na męża zdezorientowana:
— Dima, co się dzieje?
— Zaraz zobaczysz.
Michaił Pietrowicz wrócił, niosąc coś zawiniętego w aksamitną tkaninę.
— Oto ona. — Położył pakunek na ladzie i ostrożnie rozwinął materiał.
Na blacie leżała książka – masywna, w ciemnej, wytartej skórze. Lena wstrzymała oddech, patrząc na starodawne litery na okładce.
Każda zawijaska, każdy łuk pisma układał się w znajome słowa: „Książka kucharska hrabiny M.A. Tołstoj, 1891 rok”.
Chciała coś powiedzieć, ale głos jej się załamał. Palce same powędrowały do oprawy.
— Poznajesz? — Dima patrzył na nią z błyszczącymi oczami. — Pamiętasz swoje opowieści? O prababci, która pracowała u Tołstojów?
Jak wspominała tę książkę – osobistą, najcenniejszą książkę kucharską hrabiny, do której zbierała przepisy z całej Rosji?
— Pamiętam… — wyszeptała Lena. — Prababcia mówiła, że zawierała unikalne receptury. Ale podczas rewolucji książka zaginęła.
— Nie do końca. — Staruszek uśmiechnął się tajemniczo. — Była przechowywana w prywatnej kolekcji. A miesiąc temu zobaczyłem ogłoszenie o sprzedaży. Dmitrij od kilku tygodni przychodził i negocjował…
— Trafiłem na to przypadkiem — przerwał Dmitrij. — Chciałem zrobić ci niespodziankę. Wiem, jak ważne są dla ciebie rodzinne historie.
Lena ostrożnie przejechała palcami po zabytkowej oprawie. Otworzyła książkę – pożółkłe strony zapisane były eleganckim pismem, gdzieniegdzie widniały notatki na marginesach.
— Szukałem podobnej książki prawie rok — mówił dalej Dima. — A nagle znalazła się dokładnie ta… Nie mogłem stracić takiej szansy.
— Dlatego umówiłeś się na spotkanie? — spytała cicho. — Dlatego byłeś taki zdenerwowany?
— Oczywiście! Michaił Pietrowicz powiedział, że jeśli dziś jej nie odbierzemy, jutro zgłosi się inny kupiec. A ja chciałem podarować ją tobie na rocznicę naszego pierwszego spotkania. Pamiętasz, że to za dwa tygodnie?
Lena poczuła, jak do oczu napływają jej łzy.
— Jesteś głupkiem, Dimka… — wtuliła się w jego ramię. — A ja sobie ubzdurałam…
— Co sobie ubzdurałaś? — objął ją. — Myślałaś, że…
— Wybacz. Po prostu ta rozmowa przez telefon…
— Oj ty głuptasie… — pocałował ją w czubek głowy. — Jak mogłaś pomyśleć? Przecież bez ciebie nie potrafię żyć.
Michaił Pietrowicz dyskretnie chrząknął:
— Może zaparzę herbaty? Takie wydarzenie trzeba uczcić.
Zostali w księgarni do zamknięcia.
Stary bukinista opowiadał niezwykłe historie o rzadkich książkach, Lena przewracała strony znalezionego skarbu, raz po raz wykrzykując: „O, znam ten przepis! Prababcia przekazała go babci, a ta – mamie…”
Do domu wracali pieszo, mimo deszczu. Dmitrij trzymał książkę pod kurtką, żeby nie zmokła. Lena szła pod jego ramię, opierając policzek na jego ramieniu.
— Wiesz — powiedziała, gdy wchodzili po schodach — sushi pewnie całkiem wystygło.
— Nic nie szkodzi — uśmiechnął się. — Za to mamy teraz stare przepisy. Będziesz według nich gotować?
— Oczywiście! — wyciągnęła klucze. — Wyobraź sobie, jest tu nawet przepis na ciasto, które piekli specjalnie dla Lwa Tołstoja. A jeszcze…
Dmitrij słuchał, jak jego żona z entuzjazmem opowiada o kulinarnych skarbach książki, i myślał, że nigdy lepiej nie zainwestował swoich oszczędności.
Dla takiej radości w jej oczach mógłby sprzedać nawet swój ukochany tablet graficzny.
— Może coś ugotujemy teraz? — zaproponowała Lena, zapalając światło w mieszkaniu. — Prosto z tej książki?
— Teraz? — spojrzał na zegarek. — Już dziesiąta!
— I co z tego? To będzie nasz pierwszy przepis z niej. Jak myślisz, uda się odtworzyć coś sprzed stu lat?
— Z tobą wszystko się uda — objął ją mocno. — Jesteś moją czarodziejką.
Stali tak w przedpokoju – ona z książką kucharską, on obejmujący ją ramieniem, a na kuchennym stole stygnące sushi.
A za oknem padał ciepły jesienny deszcz, dokładnie taki jak tamtego dnia trzy lata temu, gdy niezdarny malarz przypadkiem poplamił akwarelą bluzkę przyszłej szefowej kuchni.
Następnego ranka Elena obudziła się od zapachu kawy. Na stole czekało śniadanie, a obok filiżanki leżała kartka napisana znajomym pismem:
«Kocham cię. I zawsze będę kochał. A wieczorem czekam na wyjątkową kolację według starego przepisu. Twój niezdarny malarz.»







