Wszyscy lekarze leczący moją siedmioletnią córkę z powodu choroby nowotworowej przebrali się na jej urodziny za superbohaterów – płakała ze szczęścia już w chwili, gdy jej onkolog ukląkł przy niej i powiedział: „Jest coś, o czym nawet twoja mama dzisiaj nie wie”.

Historie rodzinne

Wszyscy lekarze, którzy od miesięcy leczyli moją siedmioletnią córkę z powodu raka, przebrali się za superbohaterów w dniu jej urodzin. Alice zaczęła płakać ze szczęścia już w chwili, gdy jej onkolog ukląkł obok niej i powiedział:

„Jest coś, o czym nawet twoja mama dzisiaj nie wie”.

Moja córka Alice od prawie roku walczy z rakiem. Ten czas zmienił nasze życie w sposób, którego wcześniej nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić. Były dni pełne nadziei, ale były też takie, w których trudno było powstrzymać łzy.

Chemioterapia, zastrzyki, nudności, badania i długie godziny spędzone w szpitalu stały się częścią jej codzienności. Czasami Alice była tak wyczerpana, że nie miała siły nawet usiąść na łóżku. Mimo to wciąż znajdowała w sobie coś, co zaskakiwało wszystkich wokół.

Uśmiechała się.

Alice ma szeroki, figlarny uśmiech, który natychmiast rozjaśnia całą jej twarz. Nawet w najtrudniejsze dni potrafiła powiedzieć coś zabawnego pielęgniarce albo zażartować z lekarza. Czasami miałam wrażenie, że to właśnie ona dodaje odwagi dorosłym, a nie odwrotnie.

Jej wielką pasją od zawsze byli superbohaterowie. W domu miała kolekcję małych figurek, ale po rozpoczęciu leczenia stały się one czymś więcej niż zwykłymi zabawkami.

Towarzyszyły jej podczas pobytów w szpitalu.

Jedną figurkę stawiała obok łóżka, inną przypinała do stojaka na kroplówkę. Przed każdym zabiegiem wybierała jednego „kumpla do chemii”. Mówiła, że skoro superbohaterowie potrafią walczyć ze złoczyńcami, ona również może walczyć ze swoją chorobą.

Kiedy zbliżały się jej siódme urodziny, wiedziałam, że ten dzień będzie inny niż wszystkie poprzednie.

Niestety, musieliśmy spędzić go w szpitalu.

Pękło mi serce na samą myśl, że moje dziecko zamiast bawić się z przyjaciółmi i otwierać prezenty w domu będzie leżało w szpitalnym łóżku.

Postanowiłam jednak zrobić wszystko, co mogłam, żeby choć trochę przypominało to prawdziwe urodziny. Przyniosłam jej ulubiony tort, kilka balonów i małe dekoracje. Chciałam, żeby po przebudzeniu zobaczyła coś kolorowego i radosnego.

Tamtego ranka, kiedy siedziałam przy jej łóżku, do sali wszedł jej onkolog. Uśmiechnął się do Alice, sprawdził kilka rzeczy i powiedział, że musi na chwilę wyjść.

Nie zwróciłam na to większej uwagi.

Kilka minut później usłyszałam jednak dziwne odgłosy dochodzące z korytarza. Alice również je usłyszała.

„Mamo, co tam się dzieje?” – zapytała.

Nie zdążyłam odpowiedzieć.

Drzwi do sali otworzyły się i zobaczyłyśmy coś, czego żadna z nas się nie spodziewała.

Wszedł jej onkolog.

Ale tym razem nie miał na sobie fartucha.

Był przebrany za superbohatera.

Za nim pojawili się kolejni lekarze i pielęgniarki. Każdy miał inny kostium. Jeden z lekarzy miał pelerynę, ktoś inny maskę, a jedna z pielęgniarek trzymała ogromną papierową tarczę.

Alice przez kilka sekund tylko patrzyła.

Nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Potem jej onkolog ukląkł obok łóżka i powiedział:

„Alice, dzisiaj mamy dla ciebie specjalną misję”.

Dziewczynka zaczęła się śmiać.

Lekarz spojrzał na mnie, a następnie powiedział:

„Jest coś, o czym nawet twoja mama dzisiaj nie wie”.

Alice spojrzała na mnie z ogromnymi oczami.

„Co takiego?” – zapytała.

Wtedy lekarze wyjęli małe pudełko. W środku znajdował się specjalny prezent przygotowany przez cały zespół.

Była to figurka superbohatera wykonana specjalnie dla niej. Na jej pelerynie znajdowało się imię Alice.

Dziewczynka dotknęła figurki, a po jej policzkach popłynęły łzy.

Nie były to jednak łzy smutku.

To były łzy szczęścia.

Wszyscy zaczęli jej śpiewać „Sto lat”. Alice śmiała się przez łzy, a ja nie potrafiłam już powstrzymać własnych.

W tamtej chwili zrozumiałam coś bardzo ważnego.

Lekarze nie mogli obiecać nam, że walka będzie łatwa. Nie mogli sprawić, żeby choroba zniknęła jednym gestem. Mogli jednak zrobić coś równie ważnego – sprawić, że moja córka choć przez chwilę zapomni o szpitalu, badaniach i leczeniu.

Tego dnia Alice nie była dla nich tylko pacjentką.

Była siedmioletnią dziewczynką, która kocha superbohaterów i chciała mieć normalne urodziny.

A oni postanowili dać jej dokładnie to, czego najbardziej potrzebowała – chwilę dziecięcej radości.

Wieczorem, kiedy zostałyśmy same, Alice przytuliła swoją nową figurkę i powiedziała:

„Mamo, chyba mam teraz całą drużynę”.

Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:

„Tak, kochanie. Chyba naprawdę masz”.

I po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślałam, że nawet w najtrudniejszych momentach można znaleźć odrobinę światła.

Kiedy drzwi sali ponownie się otworzyły, Alice nagle zamilkła.

Do środka wszedł Superman.

Dziewczynka przez kilka sekund tylko patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Wyglądała tak, jakby nie była pewna, czy naprawdę widzi to, co znajduje się przed nią. Potem za Supermanem pojawiła się kolejna postać.

Wonder Woman.

A zaraz po niej Batman, Spider-Man i Kapitan Ameryka.

Alice nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Dopiero po chwili zorientowała się, że pod kolorowymi kostiumami kryją się osoby, które znała bardzo dobrze. To byli lekarze i pielęgniarki, którzy od długiego czasu się nią opiekowali. Ci sami ludzie, których widywała podczas badań, zabiegów i trudnych dni spędzonych w szpitalu.

Tym razem jednak nie przyszli do niej w białych fartuchach.

Przyszli jako jej ulubieni superbohaterowie.

Alice najpierw zaczęła się śmiać. Po chwili jednak łzy popłynęły jej po policzkach. Emocje były tak silne, że nie potrafiła ich powstrzymać. Śmiała się i płakała jednocześnie, próbując coś powiedzieć, ale przez dłuższą chwilę z jej ust nie wydobywało się żadne zdanie.

Wskazywała na kolejne osoby i powtarzała:

– Nie wierzę własnym oczom!

Stałam przy jej łóżku i patrzyłam na nią ze łzami w oczach. Sama ledwo powstrzymywałam płacz. Wiedziałam, jak bardzo Alice kochała superbohaterów. Wiedziałam też, ile razy podczas trudnych dni mówiła, że chciałaby być tak silna jak oni.

Teraz jej ulubieni bohaterowie stali obok jej łóżka.

A tak naprawdę byli to ludzie, którzy każdego dnia robili wszystko, aby jej pomóc.

Nie mogłam uwierzyć, że cały personel przygotował tę niespodziankę specjalnie dla niej. Nie chodziło o żaden oficjalny szpitalny event ani o zdjęcie do gazety. Zrobili to po prostu dlatego, że chcieli zobaczyć uśmiech na twarzy małej pacjentki.

Przez ostatnie tygodnie Alice miała wiele trudnych chwil. Szpital stał się miejscem, które znała niemal tak dobrze jak własny dom. Zamiast beztroskiego dzieciństwa musiała mierzyć się z badaniami, lekarstwami i kolejnymi wizytami u lekarzy.

Dlatego ten dzień miał być inny.

Miał przypomnieć jej, że nawet w najtrudniejszych momentach może znaleźć coś, co da jej odrobinę radości.

Alice przyglądała się każdemu z osobna. Rozpoznała swoich lekarzy, pielęgniarki i opiekunów, ale nadal nie mogła przestać się uśmiechać.

Wtedy do jej łóżka podszedł onkolog.

Nadal miał na sobie strój Supermana.

Uklęknął obok łóżka i przez chwilę patrzył na Alice z uśmiechem. Dziewczynka natychmiast się uspokoiła i spojrzała na niego z zaciekawieniem.

– Alice, jest jeszcze coś, o czym twoja mama również nie wie – powiedział.

W tym momencie dziewczynka odwróciła głowę w moją stronę.

Spojrzałam na lekarza zaskoczona.

Nie miałam pojęcia, o czym mówił.

Przez chwilę w sali zrobiło się zupełnie cicho. Pozostali lekarze i pielęgniarki przestali żartować. Ich uśmiechy nieco przygasły, jakby wszyscy czekali na ten jeden moment.

Onkolog spojrzał na mnie, potem na Alice, a następnie jeszcze raz na pozostałych członków zespołu.

W jego twarzy pojawiło się coś, czego wcześniej nie zauważyłam.

Poważniejsze spojrzenie.

Alice również to dostrzegła.

– Co się stało? – zapytała cicho.

Lekarz przez chwilę milczał.

A potem powiedział coś, czego absolutnie się nie spodziewałam.

Słowa, które wypowiedział, sprawiły, że poczułam, jakby świat na moment się zatrzymał.

Spojrzałam na niego, nie wiedząc, czy dobrze usłyszałam.

Alice patrzyła na mnie z pytającym wyrazem twarzy.

Nie wiedziała jeszcze, co za chwilę miało się wydarzyć.

Ja również.

I właśnie wtedy zrozumiałam, że przebrania superbohaterów i cała niespodzianka były tylko początkiem.

Prawdziwa wiadomość, którą lekarze przygotowali dla Alice i dla mnie, miała dopiero nadejść.

A kiedy ją usłyszałam, przez kilka sekund nie potrafiłam wypowiedzieć ani jednego słowa.

Visited 4 times, 2 visit(s) today
Oceń ten artykuł