„Dlaczego miałabym opiekować się twoim ojcem? A nie twoją matką, tobą i siostrą?” Nikt jeszcze nie wiedział, co zrobi żona.

Ciekawy

**„Dlaczego miałabym opiekować się twoim ojcem? A nie twoją matką, tobą albo twoją siostrą?” – nikt jeszcze nie wiedział, jaką decyzję podejmie Inga**

Inga wróciła do domu kilka minut przed wpół do ósmej wieczorem. Była zmęczona po całym dniu pracy. Bolały ją nogi, ramiona ciążyły od wysiłku, ale mimo wszystko miała dobry humor. Udało jej się zakończyć trudne zlecenie, klient zapłacił na czas, a po drodze zdążyła jeszcze zrobić zakupy na kolację.

Przekroczyła próg mieszkania i od razu poczuła, że coś jest nie tak.

W przedpokoju stały obce buty. Duże, stare, mocno zniszczone, z resztkami zaschniętego błota na podeszwach. Inga zatrzymała się w miejscu. Przez chwilę tylko patrzyła na nie, próbując zrozumieć, co się dzieje.

Powoli odstawiła torby z zakupami na podłogę i weszła głębiej do mieszkania.

W salonie zobaczyła ojca swojego męża.

Nikołaj Pietrowicz leżał na kanapie przykryty kocem. Jego twarz była blada, lewa ręka spoczywała bezwładnie wzdłuż ciała, a oczy miał lekko przymknięte. Na stoliku obok znajdowała się cała sterta leków, recept i zaleceń lekarskich.

Inga poczuła dziwny ucisk w sercu.

W kuchni siedział Siergiej. Spokojnie jadł kanapkę z kiełbasą, popijając herbatą, jakby ten dzień niczym szczególnym się nie różnił od innych.

— Sierioża… — odezwała się cicho, stając w drzwiach. — Co się tutaj dzieje?

Mężczyzna spojrzał na nią bez większego zainteresowania.

— Przywiozłem ojca — odpowiedział spokojnie, biorąc kolejny kęs. — Miał udar. Na szczęście niezbyt ciężki. Wypuścili go ze szpitala, ale lekarz powiedział, że potrzebuje stałej opieki.

Inga przez chwilę milczała.

— Kiedy go przywiozłeś?

— W ciągu dnia. Kristina pomogła mi go przetransportować.

Usiadła naprzeciwko męża. Nie była jeszcze zła. Przynajmniej próbowała nie być. Rozumiała, że chodzi o chorobę, że to jego ojciec i że sytuacja jest poważna.

Ale mimo wszystko czuła narastające napięcie.

Jakby ktoś podjął ważną decyzję dotyczącą jej życia, nawet nie pytając jej o zdanie.

— Sierioża, dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?

Mężczyzna wzruszył ramionami.

— A co by to zmieniło? I tak byś się zgodziła. Przecież nie mogłem zostawić ojca samego.

Inga spojrzała na niego uważnie.

— On ma swoje mieszkanie. Dwupokojowe. Można byłoby tam zorganizować opiekę, zatrudnić kogoś albo znaleźć inne rozwiązanie.

— Jego mieszkanie jest za daleko — odparł Siergiej, odkładając talerz. — Tutaj wszystko jest pod ręką. Apteka, lekarz, sklepy. A ty jesteś częściej w domu niż ja. To chyba najbardziej rozsądne rozwiązanie.

Inga zacisnęła dłonie.

— To byłoby rozsądne, gdybyśmy podjęli tę decyzję razem. A nie wtedy, kiedy po prostu stawia się mnie przed faktem dokonanym.

Siergiej westchnął z irytacją.

— Inga, nie zaczynaj. Mój ojciec jest chory. Myślałem, że po prostu zrozumiesz.

Te słowa zabolały ją bardziej niż się spodziewała.

Bo dla niego sprawa była zakończona. Nie widział w tym problemu. Nie zauważał, że ktoś właśnie przerzucił na nią ogromną odpowiedzialność.

Siergiej sięgnął po telefon i zaczął przeglądać wiadomości.

Dla niego rozmowa dobiegła końca.

Inga wstała bez słowa. Wyjęła zakupy z toreb i spokojnie schowała je do lodówki. Potem podeszła do Nikołaja Pietrowicza.

Poprawiła mu poduszkę, podała wodę i pomogła wygodniej się ułożyć.

Starszy mężczyzna spojrzał na nią wdzięcznie. Próbował coś powiedzieć, ale po udarze słowa przychodziły mu z wielkim trudem.

— Odpoczywaj, Nikołaju Pietrowiczu — powiedziała cicho. — Wszystko będzie dobrze.

W tamtej chwili naprawdę jeszcze w to wierzyła.

Następnego dnia do mieszkania przyszła Walentyna, matka Siergieja. Razem z nią pojawiła się Kristina, młodsza siostra Siergieja, oraz Tamara — siostra Nikołaja Pietrowicza.

Inga jeszcze nie wiedziała, że ta rozmowa całkowicie zmieni jej spojrzenie na rodzinę i pokaże jej, kto naprawdę jest gotów ponieść odpowiedzialność, a kto tylko potrafi ją komuś przekazać.

Mogę również przygotować drugą część tej historii w tym samym stylu (kolejne 700–1000 słów) albo zrobić wersję bardziej emocjonalną pod Facebooka.

Trzy kobiety siedziały w kuchni z taką pewnością siebie, jakby nie przyszły na zwykłą rozmowę rodzinną, ale na oficjalne zebranie, podczas którego miały podjąć decyzję za wszystkich. Ich spojrzenia były poważne, a sposób, w jaki zajęły miejsca przy stole, sprawiał wrażenie, jakby to one miały pełną kontrolę nad sytuacją.

Inga postawiła czajnik na kuchence i zaczęła przygotowywać herbatę. Mimo napięcia, które wisiało w powietrzu, wciąż wierzyła, że uda się porozmawiać spokojnie i rozsądnie. Miała nadzieję, że wspólnie ustalą plan, podzielą się obowiązkami i znajdą rozwiązanie, które będzie sprawiedliwe dla każdego. Przecież chodziło o rodzinę, a nie o walkę.

Kiedy nalała wodę do kubków, Walentyna odchrząknęła i jako pierwsza zabrała głos.

— Inga, rozmawiałyśmy już między sobą — zaczęła, powoli mieszając cukier w herbacie. — Kola potrzebuje teraz stałej opieki. Całą dobę. Trzeba go karmić, pilnować leków, pomagać mu w poruszaniu się. Sama wiesz, że to nie jest łatwe.

Inga spokojnie skinęła głową.

— Rozumiem. Dlatego właśnie powinniśmy ustalić grafik. Kto może przychodzić w konkretne dni, kto czym się zajmie. Jeśli każdy trochę pomoże, damy radę.

Ledwo skończyła mówić, Kristina prychnęła z ironią.

— Jaki grafik, Inga? — zapytała, przewracając oczami. — Ty przecież jesteś większość dnia w domu. Masz elastyczną pracę. Tobie będzie najłatwiej.

Inga odłożyła łyżeczkę na stół i spojrzała na nią spokojnie.

— To, że pracuję z domu, nie oznacza, że nie pracuję. Mam swoje obowiązki, klientów, terminy i rzeczy, za które odpowiadam. Mój dom nie jest miejscem, gdzie jestem cały dzień bez zajęcia.

Kristina wzruszyła ramionami.

— No dobrze, ale ja mam małe dziecko. Nie mogę wszystkiego rzucić.

— Twoje dziecko ma już siedem lat i chodzi do szkoły od rana do popołudnia — odpowiedziała Inga rzeczowo.

Na twarzy Kristiny pojawiło się oburzenie.

— Ty naprawdę liczysz, ile czasu spędzam z własnym dzieckiem? Poważnie?

Walentyna szybko podniosła rękę, próbując zakończyć wymianę zdań.

— Dziewczyny, nie zaczynajcie się kłócić. Inga, musisz zrozumieć jedną rzecz. Kola jest ojcem Sierioży. Sierioża jest twoim mężem. A skoro jesteście rodziną, to jego problemy dotyczą również ciebie.

Inga spojrzała na nią uważnie.

— Oczywiście, że dotyczą mnie. Jestem rodziną. Ale nie jestem jedyną osobą, która powinna się nim zajmować.

— To kto jeszcze? — odezwała się Tamara. Jej głęboki głos zawsze brzmiał tak, jakby wydawała ostateczny wyrok. — Ja mam problemy z kręgosłupem. Walentyna ma swoje zdrowie. Kristina ma dziecko. Kto więc ma to zrobić?

Inga przez chwilę milczała, a potem odpowiedziała spokojnie:

— Tamaro Pietrowna, pani jest jego siostrą. Walentyna Iwanowna jest jego żoną. Kristina jest jego córką. Siergiej jest jego synem. Ja jestem synową. Jestem najdalej w tym rodzinnym łańcuchu. Dlaczego więc wszyscy, którzy są bliżej, nie mogą pomóc, a obowiązek spada na tę osobę, która jest na końcu?

Po tych słowach w kuchni zapadła ciężka cisza.

Czajnik automatycznie się wyłączył, a jego ciche kliknięcie zabrzmiało wyjątkowo głośno w napiętej atmosferze. Żadna z kobiet przez chwilę się nie odezwała.

W końcu Walentyna spojrzała na Ingę i powiedziała chłodno:

— Bo jesteś jego synową. Mieszkasz z mężem. Więc powinnaś się nim zająć.

Inga pokręciła głową.

— To nie jest kwestia kłótni, Walentyno Iwanowno. To kwestia sprawiedliwości.

— Tak wygląda życie, Inga. Nie zawsze można dyskutować ze starszymi.

Wtedy Inga odwróciła wzrok i spojrzała w stronę drzwi kuchni.

Stał tam Siergiej.

Jej mąż.

Słyszał wszystko. Każde słowo, każdy zarzut, każdą niesprawiedliwą uwagę skierowaną w jej stronę.

Ale milczał.

Ani razu nie powiedział: „To nie jest tylko jej obowiązek”.

Ani razu nie stanął po jej stronie.

I właśnie to zabolało Ingę najbardziej.

Visited 666 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł