„Nie boję się”: Tragiczny powód śmierci Hendrikje Fitz w wieku 54 lat

Historie rodzinne

Tragiczną przyczyną jej przedwczesnej śmierci była choroba nowotworowa.

Hendrikje Fitz przez długi czas zmagała się z rakiem piersi – przechodząc kolejne etapy leczenia, doświadczając nawrotów i chwil, w których wydawało się, że znów odzyskuje kontrolę nad życiem.

Właśnie ta nieustanna huśtawka między nadzieją a ponownym zagrożeniem naznaczyła jej ostatnie lata – i tłumaczy, dlaczego jej odejście dla tak wielu pozostaje tak niewyobrażalnie bolesne.

Publicznie wiadomo było, że Hendrikje Fitz walczy z chorobą od sierpnia 2014 roku. Wtedy lekarze wykryli u niej złośliwy guz piersi.

Nastąpiły kolejne etapy leczenia: chemioterapia, radioterapia oraz operacja. Choroba jednak nie ustępowała – we wrześniu 2015 roku nastąpił jej nawrót. Później wykryto przerzuty.

Każda kolejna diagnoza przynosiła nowe wyzwania i oddalała perspektywę jednoznacznego „zwycięstwa”.

Mimo tak poważnej diagnozy Fitz już na początku zdecydowała, że nie pozwoli, by strach ją zdominował.

W jednym z wywiadów opowiadała o swoim wewnętrznym podejściu do choroby – nie bagatelizując jej, lecz świadomie budując postawę, która miała dawać jej siłę.

„Prowadzę pewnego rodzaju czuły dialog z moim guzem, mówię do niego: ‘Teraz cię mam. Na razie jesteś częścią mnie, ale proszę, zamień się znów w coś dobrego’.”

Te słowa pokazują, jak bardzo starała się nie walczyć przeciwko samej sobie, lecz znaleźć sposób, by włączyć chorobę w swoje życie, nie pozwalając jej nad nim panować.

Z tym podejściem wiąże się również zdanie, które od tamtej pory często przywoływane jest w kontekście jej osoby: „Nie boję się.”

Dla Hendrikje Fitz strach najwyraźniej nie był miejscem, w którym chciała żyć – choć doskonale zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji.

Podkreślała, że w jej życiu nie ma miejsca na nienawiść, a rak piersi nie jest już automatycznym wyrokiem śmierci. Jej optymizm nie był naiwny – stanowił raczej świadomą przeciwwagę dla tego, co diagnoza robi z ciałem i psychiką.

Co więcej, Fitz chciała nadal pracować. Pomimo chemioterapii i intensywnego leczenia dostosowywała harmonogram zdjęć do terapii.

Dla wielu osób dotkniętych chorobą praca nie jest jedynie obowiązkiem – daje poczucie stabilności, struktury, tożsamości, a czasem także dowód, że życie to coś więcej niż kolejne wizyty lekarskie.

Hendrikje Fitz pozostawała aktywna, obecna i profesjonalna – i właśnie dlatego tak wielu ludzi poruszyło to, że ostatecznie tej walki nie udało się wygrać.

Szczególnie poruszającym etapem był moment, gdy przez chwilę wydawało się, że sytuacja się poprawia.

Po przerwie w pracy i kolejnej chemioterapii pojawiły się oznaki poprawy. Na początku 2016 roku aktorka wróciła nawet na plan serialu „In aller Freundschaft”.

Dla fanów był to znak nadziei: wraca, daje radę. Niestety, nie trwało to długo. Już miesiąc później ponownie wykryto przerzuty.

Ten powrót do codzienności – tylko po to, by znów zostać z niej brutalnie wyrwanym – pokazuje bezwzględność choroby: potrafi na chwilę pozwolić na normalność, ale nigdy jej nie gwarantuje.

W tym trudnym czasie bardzo blisko była z nią rodzina, zwłaszcza jej brat, Florian Fitz, również aktor.

Później opowiadał o ostatnich tygodniach i dniach życia siostry – nie w sensacyjnym tonie, lecz jako o cichej, a zarazem przytłaczającej historii rodzinnej.

„Zmarła w domu, byliśmy przy niej wszyscy. Każdy mógł jeszcze z nią porozmawiać, żartowała do końca” – wspominał jej ostatnie chwile.

Ta wizja – obecność bliskich, humor, wspólnota – niesie ukojenie, a jednocześnie rozdziera serce. Pokazuje bowiem, że mimo skrajnego wyczerpania ciała wciąż było w niej tyle życia, tyle człowieczeństwa.

Florian Fitz nie ukrywał jednak, jak trudne było patrzenie na odchodzenie siostry. „To było niezwykle ciężkie – patrzeć, jak powoli umiera.

Choć pod koniec wszystko potoczyło się już bardzo szybko.” W tych słowach zawiera się cała sprzeczność takich pożegnań: długie miesiące walki, bezsilność i zmęczenie – a potem nagłe przyspieszenie, którego trudno emocjonalnie nadążyć.

Szczególnie wzruszający jest moment, o którym opowiadał – ostatnie słowa między rodzeństwem. Tuż przed śmiercią powiedział jej: „Kocham cię”, a ona odpowiedziała: „Ja ciebie też.”

To pożegnanie nie opierało się na wielkich gestach, lecz na prostym zdaniu, które zostaje na zawsze. Dla wielu rodzin właśnie to staje się później najważniejszym oparciem – świadomość, że ostatnim słowem była miłość, a nie strach czy niedopowiedzenia.

Florian wspominał również, jak nagle pogorszył się stan jego siostry. „Jeszcze sześć tygodni wcześniej zaprosiła do siebie dawnych przyjaciół i znajomych.

Oglądaliśmy razem stare nagrania. A potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.” Ten kontrast boli najbardziej: chwile pełne wspomnień, bliskości i wspólnej przeszłości – a zaraz potem poczucie, że czas nagle wymyka się z rąk.

Rodzina w tym czasie była bardzo zjednoczona. „Mama i my wszyscy się nią opiekowaliśmy. Mieszkaliśmy właściwie obok siebie, widywaliśmy się niemal codziennie.

Teraz, gdy odeszła, nasza rodzina bardzo się skurczyła” – mówił. I dodał coś, co najpełniej oddaje, kim była jako człowiek:
„Moja siostra była zawsze niezwykle czuła. Bardzo będzie nam jej brakować.”

To, że Hendrikje Fitz przez ponad 17 lat występowała w serialu „In aller Freundschaft”, sprawia, że jej śmierć była także ogromną stratą dla świata zawodowego.

Przez te lata stworzyła postać, która żyła razem z widzami – rzadko zdarza się tak długa i tak silna więź z publicznością.

Jej otwartość w mówieniu o chorobie, między innymi za pośrednictwem Facebooka, była czymś więcej niż tylko informacją o życiu gwiazdy.

Dawała widoczność innym chorym i ich bliskim – pokazywała, że nawet osoby znane z ekranu są kruche i że o chorobie można mówić bez utraty godności.

Po Hendrikje Fitz pozostaje nie tylko smutna świadomość, że przegrała walkę z rakiem. Pozostaje także obraz kobiety, która zdecydowała się nie oddać ostatniego słowa strachowi.

„Nie boję się” – to zdanie nie brzmi jak deklaracja dla mediów, lecz jak głęboka, wewnętrzna postawa wobec najtrudniejszych chwil.

A w słowach jej brata odbija się to, czego najbardziej pragną bliscy: obecność do końca, miłość do końca i pożegnanie, które – choć bolesne – nie jest zimne.

Visited 33 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł