Jej 65. urodziny to coś więcej niż tylko osobisty jubileusz. To także okazja, by spojrzeć wstecz na życie nierozerwalnie związane z historią Niemiec.
Urodzona w 1961 roku w Halle nad Soławą, Susanne Daubner dorasta w NRD. Po maturze wybiera początkowo kształcenie w zawodzie handlowym — drogę raczej klasyczną. Jednak życie przygotowało dla niej coś zupełnie innego.
Na berlińskim Alexanderplatz zostaje zaczepiona i zaproszona na próbę mikrofonową. Początkowo się waha, lecz za namową koleżanki decyduje się spróbować. To początek jej kariery dziennikarskiej.
Po intensywnym szkoleniu głosowym zaczyna pracę w młodzieżowym radiu DT64. Tam zdobywa pierwsze doświadczenia jako lektorka wiadomości i rozwija swój charakterystyczny styl. Jednocześnie narasta w niej poczucie ograniczenia.
„W wieku 18 lat doszłam do punktu, w którym powiedziałam sobie: chcę stąd wyjechać.” To pragnienie wolności towarzyszy jej przez długi czas, choć nie może go od razu zrealizować. W NRD taka decyzja zawsze wiązała się z ryzykiem.
Przełomowy moment następuje pod koniec lat 80. Funkcjonariusze Stasi pojawiają się u niej w domu. „Siedziałam w swoim mieszkaniu z panem Müllerem i panem Schmidtem, którzy powiedzieli: ‘Chcielibyśmy, żeby pani dla nas pracowała’.”
Dla wielu była to sytuacja bez wyjścia. Jednak Susanne Daubner pozostaje nieugięta. „Nie można mnie było szantażować. Moja mama była pielęgniarką, moi bracia chodzili jeszcze do szkoły.”
Z taką postawą odmawia współpracy. Cena okazuje się jednak wysoka. Presja rośnie, kontrola się nasila, a jej przestrzeń działania coraz bardziej się kurczy.
Wkrótce zostaje również wezwana do ujawnienia swoich kontaktów. Ponieważ utrzymuje relacje także z Berlinem Zachodnim, sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Ostatecznie uświadamia sobie, że nie może dalej iść tą drogą.
„Wyczerpałam już limit kompromisów, na jakie byłam gotowa.” To zdanie wyznacza moment, w którym rozumie, że nie ma odwrotu. Decyduje się na ucieczkę.
W 1989 roku opuszcza NRD wraz z przyjacielem. Trasa prowadzi przez Węgry, a następnie w kierunku Jugosławii. Ucieczka okazuje się jednak niezwykle trudna.
Przez wiele godzin dryfują w rzece granicznej, w czasie powodzi. Siły słabną, strach narasta. To walka o przetrwanie.
„On powtarzał mi to przez dwie godziny. W końcu przestałam mu wierzyć, zaczęłam wołać o pomoc, ale nikogo nie było… Oboje trenowaliśmy pływanie — inaczej pewnie byśmy utonęli.”
Ostatecznie udaje im się przedostać przez częściowo zalany most. Cztery miesiące później upada mur berliński — lecz dla Daubner rozdział NRD jest już zamknięty. Początkowo nie wraca. „Miałam coś w rodzaju lęku przed przekroczeniem progu” — wspomina później. Ten dystans pokazuje, jak głębokie było to doświadczenie.
Gdy w końcu wraca, nic nie jest już takie jak dawniej. Nowe nazwiska na domofonach, żadnych znajomych twarzy. Życie, które zostawiła za sobą, przestaje istnieć.
Na Zachodzie zaczyna wszystko od nowa. Pracuje w Sender Freies Berlin, a później w Ostdeutscher Rundfunk Brandenburg. Krok po kroku buduje swoją nową rzeczywistość.
W tym czasie ponownie spotyka Jensa Riewę. Oboje uczyli się u tej samej nauczycielki emisji głosu, której wpływ towarzyszył im przez dziesięciolecia.
To szkolenie było niezwykle intensywne i stworzyło fundament pod karierę opartą na precyzji i dyscyplinie. Po latach widać wyraźnie, jak bardzo ich ukształtowało.
Lata po ucieczce spotykają się przypadkiem na berlińskim Kurfürstendamm. Riewa pracuje już na Zachodzie i od razu dostrzega jej potencjał. Najpierw zaprasza ją do ORB, a później do „Tagesschau”.
W 1999 roku Susanne Daubner zostaje częścią zespołu prezenterów „Tagesschau”. To ostateczny przełom. Od tego czasu należy do najbardziej rozpoznawalnych głosów w Niemczech.
Główne wydanie o godzinie 20:00 ogląda regularnie ponad 11 milionów widzów. Jej głos symbolizuje wiarygodność, a jej obecność — stabilność w często niespokojnym świecie.
Oprócz „Tagesschau” pojawia się także w innych formatach. Występuje w programach rozrywkowych, bierze udział w projektach kulturalnych i angażuje się społecznie.
Pozostaje przy tym powściągliwa i skupiona na pracy. Nie wykorzystuje swojej rozpoznawalności do autopromocji, lecz do przekazywania treści.
Jej życie prywatne również splata się z historią Niemiec. Jej córka rodzi się w 1990 roku, w roku zjednoczenia.
„Moje dziecko to dziecko jedności — z matki ze Wschodu i ojca z Zachodu. Urodzone w 1990 roku. To mój wkład w zjednoczenie Niemiec.” To zdanie łączy osobiste doświadczenie z historią.

Poza studiem ujawnia się jej inna strona. Jako dziecko chciała zostać baletnicą, do dziś interesuje się muzyką klasyczną i tworzy własne choreografie.
Ta kreatywność stanowi ciekawy kontrast wobec jej uporządkowanej pracy jako prezenterki wiadomości. Pokazuje, że za rzeczową fasadą kryje się wyobraźnia i pasja.
Jej kolega Jens Riewa opisuje ją z dużym uznaniem. Szczególnie zapada w pamięć jedno zdanie: „Nikt nie odważyłby się nazwać cię babcią. A jednak bardzo chętnie nią jesteś. Osiągnęłaś status, w którym sama decydujesz, kiedy powiedzieć: dość. Oby to jeszcze potrwało.”
Te słowa oddają jej pozycję. Jest osobą, która łączy pokolenia, a jednocześnie zachowuje pewną lekkość.
W wieku 65 lat Susanne Daubner osiągnęła poziom, do którego dochodzi niewielu. Może sama zdecydować, kiedy zakończy karierę — o ile w ogóle będzie tego chciała. A jednak nie sprawia wrażenia osoby, która chce się wycofać. Wręcz przeciwnie: emanuje spokojem, siłą i obecnością.
Jej życie naznaczone jest przełomami i nowymi początkami. Od czasów NRD, przez ucieczkę, aż po karierę na Zachodzie — wielokrotnie musiała odnajdywać się na nowo. Te doświadczenia nadały jej szczególną głębię. Głębię, którą słychać w każdej jej wypowiedzi.
Być może to właśnie połączenie doświadczenia i autentyczności czyni ją tak wyjątkową. Nie wydaje się wykreowana — jest prawdziwa. W świecie mediów, który nieustannie się zmienia, pozostaje stałym punktem. Głosem, który daje poczucie orientacji.
Susanne Daubner to coś więcej niż prezenterka wiadomości. To świadek historii, osoba przekraczająca granice i kobieta, która podążała własną drogą.
I choć wiele się zmieniło, jedno pozostaje niezmienne: jej zdolność docierania do ludzi — spokojnie, jasno i z siłą, która wyrasta z bogatego, pełnego doświadczeń życia.







