Mój mąż, który zarabia mniej ode mnie, zmusił mnie do podjęcia drugiej pracy – więc wybrałam taką, która dałaby mu nauczkę

Ciekawy

— Ale przecież jesteś mechanikiem, Tom — odparłam, próbując ukryć irytację w głosie. — Prowadzisz własny warsztat, zatrudniasz ludzi i bierzesz sobie trzy dni wolnego tylko dlatego, że inni mogą wykonać pracę za ciebie.

Tom tylko wzruszył ramionami, jakby to był najzupełniej naturalny sposób patrzenia na świat. Miał w sobie ten charakterystyczny spokój, który w innych sytuacjach był uroczy, ale teraz przyprawiał mnie o wrzenie krwi.

— W takim razie odłóżmy tę rozmowę na później — rzucił obojętnie, jakby wszystko, co powiedział, było kompletnie nieistotne.

I przez kilka tygodni rzeczywiście odłożyliśmy rozmowę. Ja liczyłam na to, że Tom po prostu przestanie temat poruszać, bo sama nie mogłam zrozumieć, dlaczego w ogóle musimy o tym dyskutować.

Podczas jednej z kolacji matka zapytała mnie wprost: — Masz kłopoty finansowe, Liso? — kiedy opowiadałam jej o propozycji Toma przy naszym wspólnym, spokojnym, sobotnim obiedzie z makaronem.

— Nie, wcale — odparłam, próbując uśmiechnąć się przy filiżance sosu z makaronu. — Spójrz, nie jesteśmy ludźmi wygórowanych ambicji ani przesadnie wymagającymi.

Nasze życie jest proste, łatwe do ogarnięcia i utrzymania. Problem w tym, że Tom naprawdę naciskał na ten drugi etat.

— Myślisz, że jego biznes nie idzie dobrze? — zapytała, lekko unosząc brwi i powoli popijając wino.

— Nie, to nie to — odparłam, dodając jeszcze więcej startego parmezanu na mój talerz. — Widuję, ile samochodów wchodzi i wychodzi z warsztatu każdego tygodnia.

To wystarczająca ilość, żeby przynosiło zysk. Poza tym stale zatrudnia nowych pracowników. To też znak, że sprawy idą dobrze.

— To więc co? — dopytywała matka, a jej spojrzenie było pełne troski.

— Nie mam pojęcia — wzruszyłam ramionami, zerkając na swój talerz. — Ale wiem jedno: nie mam czasu na drugi etat. Gotuję i sprzątam, pracując przy laptopie.

Robię zakupy w przerwach na lunch, zabieram psy do weterynarza lub załatwiam inne sprawy w tym samym czasie. Po prostu nie widzę, jak to miałoby działać.

— Musisz mu powiedzieć, kochanie — powiedziała mama stanowczo. — Musisz jasno zakomunikować, że nie możesz przyjąć dodatkowego obowiązku, który całkowicie opróżni twoje siły.

Wszystko szło dobrze, dopóki nie zdecydowaliśmy, że lepiej będzie sprzedać mój samochód i kupić nowy.

— Mówiłem ci, Liso — Tom powiedział pewnego wieczoru przy kolacji — musisz podjąć tę drugą pracę.

Jego nóż zgrzytnął o widelec, gdy kroił stek.

— Dlaczego ja? — zapytałam, nie mogąc uwierzyć w jego argument. — Już teraz pracuję długo i mój zawód mnie wyczerpuje. Cały dzień patrzę w ekran i muszę być skupiona.

Na koniec dnia oczy bolą, a mózg jest kompletnie zmęczony. A potem jeszcze muszę martwić się o kolację, pranie i wszystko inne.

— Twój zawód jest łatwy, Liso — odpowiedział, jakby mówił do dziecka. — Starasz się sprawić, że jest gorzej, niż jest w rzeczywistości.

Pracujesz w domu, pamiętasz? Nie musisz wychodzić. I nie jesteś tak zmęczona jak ja, bo nie kładziesz się codziennie pod samochodami.

Byłam oszołomiona.

— Dlaczego ty nie znajdziesz drugiej pracy? Możesz to robić w dni wolne!

— Bo wtedy, Liso — powiedział powoli, jakby tłumaczył dziecku najprostszy fakt — przegapiłbym kręgle z kumplami!

Powiedział to tak, jakby był to najbardziej logiczny powód na świecie.

Serio? Dla mnie był to najgłupszy powód, jaki mogłam sobie wyobrazić.

— Dobrze — powiedziałam, uśmiechając się spokojnie — poszukam czegoś.

Mój mąż wyglądał, jakby wcześniej był Boże Narodzenie.

— Świetnie — powiedział, zadowolony z siebie. — Sprawa załatwiona.

Obserwowałam, jak podnosi talerz i zostawia resztki jedzenia na blacie kuchennym, nawet nie próbując wyrzucić ich do kosza.

Jeśli chciał, żebym znalazła drugą pracę, zrobię to. Ale wiedziałam, że nie spodoba mu się to, co mam w planach.

Nazajutrz, gdy Tom wychodził do pracy, wpadł na chwilę do mojego domowego biura:

— Nie zapomnij zacząć szukać pracy — powiedział, spoglądając na mnie surowo. — I staraj się bardziej z tymi moimi roboczymi ubraniami, Liso. Niektóre plamy z smaru nie chcą zejść. To żenujące.

— Do widzenia, Tobie też — wymamrotałam, patrząc, jak wychodzi.

Wtedy weszłam na stronę kręgielni, w której Tom i jego przyjaciele grali regularnie. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego odwiedzają to ponure, mało przyjazne miejsce.

Plan miałam prosty: dostać pracę na nocne zmiany w kręgielni i sprawić, żeby mój mąż poczuł zazdrość.

W pierwszą środę, kiedy miałam swoją zmianę, czyli w noc kręgli Toma i jego znajomych, zapytałam go przy śniadaniu:

— Idziesz dziś do kręgielni? Chcesz zjeść obiad w domu, zanim wyjdziesz?

— Tak, pewnie — odpowiedział, nie odrywając wzroku od telefonu. — Zrób rybę z frytkami czy coś w tym stylu.

— Dobrze — uśmiechnęłam się. — Do zobaczenia tam!

Tego wieczoru pojawiłam się w kręgielni w nowym uniformie: obcisła, krótka sukienka, która nie pozostawiała wiele wyobraźni. Nie mogłam uwierzyć, że mój mąż zaakceptuje taki wygląd.

— Przepraszam za uniform — powiedziała Ursula, kierowniczka. — Próbowałam coś zmienić, dodać rajstopy czy legginsy, ale właściciel był nieugięty.

Obsługiwałam bar z napojami, a od czasu do czasu schylałam się, smażąc małe pączki, które cieszyły się dużym powodzeniem wśród nastolatków.

W pewnym momencie Tom wszedł sam i zaczął grać sam. Po pierwszej godzinie, gdy młodzież zaczęła wychodzić, mężczyźni stali się coraz śmielsi, zaczęli mnie zaczepiać.

W końcu Tom zauważył mnie, a jego oczy zciemniały, gdy dostrzegł uwagę innych.

— Co do diabła, Liso? — warknął. — Co ty robisz?

— Pracuję, Tom — odpowiedziałam z uśmiechem. — Chciałeś, żebym znalazła drugą pracę, pamiętasz?

— To nie o to mi chodziło! — krzyknął.

— A ja mam świetne napiwki — odparłam, odchodząc do kolejnego stolika.

Tom wrócił do kręgli, unikając większej sceny, ale wiedziałam, że gdy tylko skończę zmianę, temat wróci.

Około połowy zmiany podeszła do mnie Ursula:

— Też cię zaczepia? — spytała, kiwając w stronę Toma.

— Co masz na myśli? — zapytałam zdziwiona.

— Ten facet uwiódł prawie wszystkie kelnerki tutaj. Jedna urodziła nawet jego dziecko dwa tygodnie temu. Podobno robi teraz testy DNA i domaga się alimentów.

Zrozumiałam wtedy całą prawdę. Chciał, żebym pracowała na jego alimenty.

Podeszłam do Toma, ignorując spojrzenia innych klientów:

— Jesteś obrzydliwym człowiekiem! — krzyknęłam, uderzając go w twarz.

— Co do diabła, Liso? — krzyknął, trzymając się za policzek.

— Byłeś zamieszany z kelnerkami?! Jedna właśnie urodziła twoje dziecko! — wytknęłam mu łzy cieknące po policzkach.

Tom zbledł.

— Mogę wyjaśnić — jąkał się.

— Nie chcę słuchać — odparłam. — Spakujesz swoje rzeczy i wychodzisz dziś. Jutro złożę papiery rozwodowe.

Wyszłam z kręgielni, serce rozbite, z pytaniem: Kim był mężczyzna, którego poślubiłam?

Visited 243 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł