Elena powoli zamknęła ostatni rysunek projektu i oparła się wygodnie w fotelu, czując, jak ramiona bolą od wielogodzinnego napięcia. Trzy lata temu to przestronne mieszkanie było tylko jej azylem — miejscem, w którym mogła odetchnąć i pobyć sama ze sobą.
Teraz w każdym kącie wyczuwalna była obecność Olega. Mąż siedział przy stole w jadalni, pochylony nad stosem studenckich prac, kreśląc coś czerwoną długopisową kreską.
— Znowu pracujesz do późna? — zapytał, nie podnosząc wzroku znad zeszytów.
— Projekt się pali — odpowiedziała cicho. — Jutro prezentacja.
Oleg odłożył długopis na stół i spojrzał na nią. W jego oczach było zmęczenie, a pod nim ledwo dostrzegalny cień wyrzutu.
— Pamiętasz, jak marzyliśmy o rodzinnych kolacjach? — powiedział z nutą smutku.
Elena wstała bez słowa i podeszła do okna. Miasto lśniło tysiącami świateł, przypominając rozłożony na ziemi dywan pełen gwiazd. A jednak ten widok nie potrafił zmyć gorzkiego smaku rozmów, które powtarzały się wieczór w wieczór.
— Przecież się umawialiśmy — powiedziała półgłosem, niemal jak do siebie. — Ja pracuję, ty pracujesz. Wspieramy się nawzajem.
— Wspieramy… — powtórzył, z odcieniem ironii. — Ale w domu powinna być atmosfera. Ciepło.
Elena odwróciła się ku niemu. W jego spojrzeniu kryło się coś trudnego do odczytania — dziwny rodzaj tęsknoty.
— Co to znaczy „powinno być”? — zapytała. — Tu nie jest wystarczająco przytulnie?
— Nie wiem… — wzruszył ramionami. — Mama mówi, że w domu musi być klimat. Zapach świeżego ciasta, muzyka…
Znów matka. Zawsze matka.
— Twoja matka mieszka w innym mieście — odpowiedziała ostrzej, niż zamierzała. — Nie widzi, jak tu żyjemy.
— Po prostu się martwi — odrzekł. — Głównie o mnie.
W tym momencie zadzwonił telefon. Oleg zerknął na ekran i w jednej chwili jego twarz się zmieniła.
— Mama — szepnął, po czym odebrał. — Halo, mamusiu…
Elena odwróciła się ponownie do okna, ale znajomy głos Tatiany Arkadiewny i tak rozbrzmiewał w całym pokoju.
— Oleszka, synku, jak się czujesz? Jak zdrowie?
— Dobrze, mamo. A u ciebie?
— Źle, dziecko, bardzo źle. Po operacji wszystko mnie boli. Lekarze nic nie rozumieją.
Elena widziała jego odbicie w szybie: plecy przygarbione, twarz pełna troski.
— Co dokładnie boli? — zapytał z troską.
— Wszystko, Oleszka… całe ciało. Chyba… chyba niedługo będzie ze mną bardzo źle.
Dłonie Eleny zacisnęły się w pięści. Każda rozmowa zaczynała się tak samo: skargi, jęki, manipulacje.
— Mamo, nie mów tak — prosił Oleg. — Może poszłabyś do innego lekarza?
— Do jakiego lekarza, synku? Pieniędzy nie ma. Emerytura marna. Sama żyję, nikomu niepotrzebna.
Elena odwróciła się i spojrzała na niego. Kiwał głową do słuchawki, jakby matka mogła go zobaczyć.
— Mamo, nie jesteś sama. Masz mnie. Masz nas.
— Jesteś daleko… — zaszlochała. — A twoja żona… ona zajęta swoimi sprawami. Nie ma czasu dla teściowej.
Stała zaledwie trzy metry od niego i słyszała każde słowo. W gardle poczuła piekący ucisk.
— Mamo, Lena jest dobra — próbował bronić. — Tylko… ma dużo pracy.
— Praca, praca… — przerwała mu ostro. — A rodzina? A dom? Kobieta powinna być kobietą.
Elena podeszła bliżej i powiedziała cicho, ale stanowczo:
— Oleg.
Podniósł na nią wzrok, zakrywając dłonią mikrofon.
— Co?
— Powiedz jej, że ci pomagam. Że dajemy sobie radę.
Skinął głową i znowu przyłożył telefon do ucha.
— Mamo, radzimy sobie. Lena dużo pomaga.
— Pomaga? — głos matki zabrzmiał szyderczo. — Przecież ciągle w rozjazdach. Zostawia cię samego.
Elena cofnęła się o krok. Ta rozmowa stawała się nie do zniesienia.
— Mamo, taka jej praca — powiedział ciszej. — Jest architektem.
— Architektem… — powtórzyła z pogardą. — A kto się tobą zajmie? Kto cię wesprze?
Elena sięgnęła po teczkę z dokumentami. Następnego ranka miała lecieć do Pragi — pilny, tygodniowy wyjazd służbowy.
— Mamo — powiedział Oleg — muszę jutro wcześnie wstać. Porozmawiamy jutro, dobrze?
— Dobrze, synku. Dobranoc. I powiedz żonie… żeby o ciebie dbała.
Oleg odłożył telefon i spojrzał na Elenę z półprzepraszającym wyrazem twarzy.
— Po prostu się martwi… Po operacji ma rozchwiane nerwy…
— Rozumiem — skinęła głową. — A tak przy okazji, jutro wylatuję do Pragi. Na tydzień.
— Na tydzień? — zdziwił się. — A dom? A Murzik?
— Dom zostaje w twoich rękach — uśmiechnęła się lekko. — I kot też. Dasz radę?
— Dam… dam radę.
Podeszła i pocałowała go w policzek.
— Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
Tydzień w Pradze minął błyskawicznie. Projekt zakończony sukcesem, klienci zadowoleni. Elena wracała do domu z poczuciem ulgi i satysfakcji.
Przekręciła klucz w zamku. W przedpokoju stały obce, damskie, staroświeckie buty. W powietrzu unosił się zapach nieznanych perfum.
— Oleg? — zawołała.
Z kuchni dobiegły głosy. Weszła i zobaczyła Tatianę Arkadiewnę siedzącą przy stole, przed sobą talerz pełen świeżych pierożków.
— A, oto i podróżniczka — powiedziała teściowa, nawet nie wstając. — Oleszka, żona wróciła.
Oleg wstał z zakłopotaniem, twarz miał lekko zarumienioną.
— Lena… cześć — powiedział cicho. — Mama przyjechała przedwczoraj. Czuła się bardzo źle.
— Źle? — powtórzyła Elena.
— Ciśnienie mi skoczyło — poskarżyła się Tatiana Arkadiewna. — Lekarz powiedział, że to ze stresu. Oleszka mnie zabrał do siebie.
— Zabierał cię? — Elena odstawiła walizkę. — Ale to jest mój dom.
— Nasz dom — poprawił ją Oleg. — Mama potrzebuje opieki.
Elena usiadła naprzeciwko teściowej. Jej spojrzenie było ostre, badawcze, niemal drapieżne.

— Zmęczyły cię te ciągłe wyjazdy? — zapytała tonem przesyconym fałszywą troską, w którym pobrzmiewała ironia. — Kobieta potrzebuje spokoju… stabilizacji… rodziny.
— Lubię swoją pracę, — odpowiedziała Elena spokojnie, ale stanowczo.
— Praca, praca… — skrzywiła się teściowa, Tatiana Arkadiewna. — A twój mąż? Kto się troszczy o mojego Olegusia?
Elena spojrzała na Olega. Siedział cicho, zamyślony, jakby nagle zainteresował się wzorem na obrusie.
— Oleg jest dorosły, — powiedziała rzeczowo. — Potrafi zatroszczyć się o siebie.
— Sam? — roześmiała się ironicznie Tatiana Arkadiewna. — Bez mojej pomocy zginie. Siedział sam tydzień i ledwo przeżył.
— Na jak długo pani zostaje? — zapytała Elena wprost, nie kryjąc chłodu w głosie.
— Na tyle, ile będzie trzeba, — odpowiedziała wyzywająco teściowa. — Może na miesiąc, może na rok.
Elena gwałtownie zwróciła się do męża. Unikał jej wzroku.
— Oleg, musimy porozmawiać na osobności.
— A po co na osobności? — wtrąciła się Tatiana Arkadiewna, jakby miała prawo być obecna przy każdej rozmowie. — Jestem rodziną. Jestem matką.
— Jest pani gościem w moim domu, — powiedziała Elena ostro.
— W twoim? — przeciągnęła teściowa, pełna złośliwych aluzji. — A mąż to co, darmozjad?
— Mamo, proszę, — odezwał się słabo Oleg.
— Proszę? A czego mam nie mówić? — podchwyciła. — Prawdy? Kobieta powinna wspierać męża, a nie wypominać mu pieniędzy.
— Niczego nikomu nie wypominam, — odparła Elena przez zaciśnięte zęby, — ale to ja decyduję, kto tu mieszka.
— Nasz dom, — poprawił ją Oleg, jakby chciał załagodzić sytuację. — Jesteśmy rodziną.
— Rodziną? — Elena spojrzała na niego z niedowierzaniem i goryczą. — Dlaczego więc wcześniej ze mną nie porozmawiałeś?
— Nie było czasu, — wymamrotał Oleg. — Mama była w szpitalu.
— Cały tydzień? — zapytała chłodno.
Oleg zarumienił się.
— Dwa dni, — przyznał w końcu. — Potem ją wypisali.
— Czyli pięć dni temu mogłeś zadzwonić, — stwierdziła Elena lodowatym tonem. — Ale tego nie zrobiłeś.
— Nie chciałem cię martwić, — tłumaczył się. — Pracowałaś.
— Pracuję, żeby utrzymać ten dom, — odparła.
— A kto gotuje? — wtrąciła się teściowa udając oburzenie. — Kto sprząta? Kto tworzy ciepło domowe?
— Ja, — odpowiedziała Elena, patrząc jej prosto w oczy. — Ja gotuję. Ja sprzątam. Ja dbam o wszystko.
— To nieprawda, — zaprzeczyła Tatiana Arkadiewna tonem wszystkowiedzącej. — Oleg wszystko mi opowiedział. Dom zaniedbany, jedzenie tylko z dostaw.
Elena zwróciła się gwałtownie do męża.
— Oleg, to prawda? — zapytała groźnie spokojnym głosem. — Tak o mnie mówisz?
— Nie tak powiedziałem, — mruknął. — Mama źle zrozumiała.
— Dobrze zrozumiałam, — wtrąciła się teściowa z podniesionym podbródkiem. — Kobieta powinna dbać o męża, a nie zmuszać go do robienia domowych obowiązków, gdy sama włóczy się po świecie.
— Oleg, — powiedziała Elena stanowczo. — Spójrz na mnie.
Niechętnie podniósł wzrok.
— Uważasz, że zmuszam cię do pracy w domu?
— Nie zmuszasz, — odpowiedział cicho. — Ale chciałbym, żeby moja żona była bardziej… domowa.
— Czyli siedziała w domu? — dopytała ostro.
— Spędzała więcej czasu z rodziną, — wymigał się. — Pomagała też mamie.
— To twoja matka. Ty jej pomagaj, — odpowiedziała Elena. — Ale nie w moim domu.
— Jeśli nie możesz pogodzić się z tym, że mam matkę, — powiedział Oleg, — to nasz związek nie ma sensu.
Elena spojrzała na męża długo, a potem przeniosła wzrok na triumfujący wyraz twarzy Tatiany Arkadiewny.
— Nie ma sensu, — powtórzyła cicho. — Rozumiem.
Wstała od stołu. Nogi jej drżały, ale głos pozostał pewny.
— Świetnie, — powiedziała spokojnie. — Po prostu świetnie.
Następne dwa tygodnie były koszmarem. Elena czuła się jak cień we własnym domu. Tatiana Arkadiewna całkowicie przejęła kuchnię, gotując wyłącznie dla Olega. Elenie zostawiała krótkie, chłodne karteczki na lodówce:
„Kotlety w zamrażarce. Podgrzej sobie sama.”
„Mleko się skończyło. Kup po drodze z pracy.”
„Oleg się przeziębił. Nie hałasuj rano.”
Elena czytała te „polecenia” w milczeniu. Robiła zakupy, sprzątała po teściowej, zmywała naczynia po ich rodzinnych kolacjach, na które jej nikt nie zapraszał.
— Lena, może porozmawiamy? — zagadnął pewnego wieczoru Oleg.
— O czym? — zapytała, nie odrywając wzroku od laptopa.
— O nas, — powiedział niepewnie. — Mama niedługo wyzdrowieje… i wyjedzie.
— Niedługo… to znaczy kiedy? — zapytała Elena, przeszywając go spojrzeniem.
— Może za miesiąc, a może za dwa — mruknął Oleg, unikając spojrzenia Eli. — Lekarz powiedział…
— Rozumiem — skinęła głową Elena. — Za miesiąc.
Ale ten czas nie nadchodził. To serce bolało, to ciśnienie skakało. Teściowa całkowicie zająła salon. Oglądała seriale do północy, a co jakiś czas wołała Olega, żeby masował jej plecy.
— Oleszko, przynieś poduszkę — prosiła każdego wieczora. — Plecy mnie bolą jak diabli.
— Oleszko, zmień kanał — rozkazywała po godzinie. — Ten film jest nudny.
— Oleszko, zrób herbatę z miodem — domagała się przed snem. — Gardło mnie drapie.
Oleg wykonywał wszystkie polecenia posłusznie. Elena obserwowała z boku. Mąż stawał się sługą własnej matki.
Kalendarz pokazywał 28 kwietnia. Za miesiąc urodziny Eleny — skończy 35 lat. Siedziała w sypialni, zamyślona nad przeżytymi latami.
Z kuchni dochodziły stłumione głosy. Elena podniosła się i podeszła do drzwi.
— Oleszko, musimy rozwiązać tę sprawę radykalnie — mówiła Tatiana Arkadiewna. — To mieszkanie musi być przepisane na ciebie.
— Mamo, to nie jest w porządku — odpowiedział słabo Oleg. — Elena je kupiła.
— Kupiła przed ślubem — machnęła ręką matka. — A teraz ma męża. Ty też masz prawa!
Elena zamarła przy drzwiach, z trudem łapiąc oddech.
— Nie wiem — wymamrotał Oleg. — To jakoś źle wygląda.
— Dobrze — powiedziała stanowczo Tatiana Arkadiewna. — Dopóki mieszkanie jest jej, jesteśmy gośćmi. A tak będziemy pełnoprawnymi właścicielami.
— A co z Eleną? — zapytał Oleg.
— A co z nią? — wzruszyła ramionami matka. — Niech się przyzwyczaja albo idzie sobie. Tobie będzie lepiej bez niej.
Elena cofnęła się od drzwi, ręce jej drżały z oburzenia. Czyli tak to będzie. Chcą ją wygonić z własnego domu.
Weszła do kuchni stanowczo. Matka i syn zamilkli.
— Czyli chcecie przepisać moje mieszkanie na siebie? — zapytała zimno.
Tatiana Arkadiewna wyprostowała się.
— A co w tym złego? — odparła. — Oleg jest mężem. Powinien być gospodarzem.
— Gospodarzem? — powtórzyła Elena. — W mieszkaniu, którego nie kupił?
— Kupił czy nie, to teraz bez znaczenia — machnęła ręką teściowa. — Rodzina jest rodziną.
Elena spojrzała na Olega. Ten siedział, spuszczając głowę.
— Oleg, zgadzasz się na ten plan? — zapytała bezpośrednio.
— Nie wiem — wymamrotał. — Może mama ma rację…
— Rację? — Elena zaśmiała się gorzko. — W czym?
— W tym, że mężczyzna powinien być głową rodziny — wtrąciła Tatiana Arkadiewna. — A nie pasożytem u żony.
— Pasożytem — powtórzyła Elena. — Interesujące.
Odwróciła się gwałtownie.
— Dokąd idziesz? — zawołała teściowa.
— Zebrać wasze rzeczy — odpowiedziała, nie odwracając się. — Twoje i twojego syna.
— Co? — wstała Tatiana Arkadiewna.
— Przekroczyliście granicę — powiedziała surowo Elena. — I opuścicie moje mieszkanie. Obaj. Natychmiast.
— Nie możesz nas wyrzucić! — oburzyła się teściowa.
— Mogę — odpowiedziała spokojnie Elena. — To mój dom, moje dokumenty, moje prawo.
Oleg wstał zdezorientowany.
— Elena, nie śpiesz się — zaczął. — Porozmawiajmy…
— Nie ma czego omawiać — przerwała mu. — Dokonałeś wyboru. Teraz żyj z nim.
— Ale dokąd pójdziemy? — zapytał zdezorientowany.
— Do mamy — odpowiedziała krótko. — Ona cię tak bardzo kocha.
W ciągu godziny spakowali walizki. Tatiana Arkadiewna rzucała złowrogie spojrzenia w stronę Eleny.
— Pożałujesz — syczała. — Jeszcze do nas wrócisz, czołgając się.
— Zobaczymy — odparła obojętnie Elena.
Oleg stał w przedpokoju z walizką.
— Elena, może jeszcze pomyślimy? — poprosił żałośnie.
— Za późno na myślenie — powiedziała. — Idź do mamy. Tam będziesz miał czas do namysłu.
Drzwi zatrzasnęły się za nimi. Elena została sama w ciszy.
Następnego ranka poszła do prawnika. Złożyła pozew o rozwód. Dokumenty szybko załatwiono.
Nadszedł jej dzień urodzin. Elena nakryła stół dla przyjaciół. Swietłana przyniosła tort, Marina kwiaty.
— Jak się masz? — zapytała ostrożnie przyjaciółka.
— Świetnie — uśmiechnęła się Elena. — Żyję dla siebie.
Oleg pozostał w przeszłości. Razem z matką i jej planami.







