Margarita nie mogła uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczyła swojego męża na lotnisku w towarzystwie nieznajomej młodej blondynki…

Historie rodzinne

— Liosza, mam wspaniałą wiadomość! Czytałeś mój SMS? — zawołała radośnie Margarita, wpadając do mieszkania jak burza, cała rozpromieniona.

— Liosza, gdzie jesteś?! — powtórzyła z niepokojem, rozglądając się.

Z łazienki dobiegł nagły, duszący kaszel — głęboki i wymuszony, brzmiący jakby ciało zmuszało się do cierpienia.

— Co się dzieje? Liosza?! — powiedziała z przestrachem i natychmiast otworzyła drzwi łazienki.

Aleksej wyszedł chwiejnym krokiem, wyraźnie spocony, ściskając brzuch i przecierając czoło.

— Tak, dostałem wiadomość… Ale czuję się fatalnie… — mruknął słabo, jakby z trudem wypowiadał każde słowo.

— A ja się tak cieszyłam… Udało mi się upolować gorące oferty do Tajlandii na weekend… — powiedziała z zawodem, jakby nagle cały jej entuzjazm wyparował.

— Zobaczymy, jak się będę czuł… — burknął i ciężko opadł na kanapę.

Tego wieczoru Margarita była przy nim bez przerwy: parzyła herbatę z cytryną, przykładała rękę do jego czoła, otulała kocem, czuwając jak anioł stróż. A jednak Aleksiej momentami wyglądał na zniecierpliwionego jej opieką.

— Dobrze, że masz teraz urlop — szepnęła czule, muskając jego czoło wargami.

— Odpoczniesz, dojdziesz do siebie…

Po dwóch dniach oznajmił, że choć trochę lepiej, to nadal czuje się fatalnie.

— Nadal nie przeszło? — zapytała, przysiadając blisko niego na kanapie.

— Nieszczególnie… — jęknął i westchnął ciężko, teatralnie.

— Przynieś mi wodę… Od tych pytań robi mi się jeszcze gorzej.

Kiedy Margarita poszła do kuchni, on błyskawicznie wyjął telefon, napisał wiadomość i równie szybko schował urządzenie, zanim wróciła.

— Mierzyłeś temperaturę? — zapytała, podając mu kubek.

— Miałem 37,5… — odpowiedział ponuro.

— Chyba będziesz musiała polecieć sama…

— Sama?! Przecież nie zostawię cię w takim stanie! — oburzyła się.

— Szkoda byłoby stracić wycieczkę… — wymamrotał.

— Leć. Odpoczniesz za nas dwoje.

— Powiem mamie, żeby wpadła i miała mnie na oku.

— Niezręcznie mi tak samej jechać. A jeśli poczujesz się gorzej? — zapytała z troską, poprawiając mu koc.

— Zadzwoń do przyjaciółki. Albo zabierz siostrę.

— Niech bilety się nie zmarnują.

— Zasłużyłaś na ten urlop… Ja po prostu… nie dałem rady.

— Obcięli mi pensję, nie spodziewałem się tego… — dodał z westchnieniem.

Nie musiał długo jej przekonywać. Margarita ostatecznie zgodziła się i zaczęła pakować.

— Pojadę z Aliną. Jest wniebowzięta! — powiedziała mężowi tuż przed wyjazdem.

— Życzę wam cudownego wypoczynku — odpowiedział, nie kryjąc zadowolenia.

Margarita, pochłonięta przygotowaniami, nie zauważyła, jak szybko «chory» odzyskał energię i dobry humor.

Następnego dnia siostra przyjechała po nią i razem pojechały na lotnisko.

Gdy tylko drzwi się za nimi zamknęły, Aleksej zerwał się jak oparzony, chwycił za telefon i szepnął nerwowo:

— Nie krzycz! Pisałem, że nie mogę mówić! Wysłałem żonę do Tajlandii!

— Lecimy razem do Turcji.

— Lot za pięć godzin. Spotkamy się przy wejściu do terminala.

Rozłączył się i w szaleńczym pośpiechu zaczął się pakować.

— Gdzie ona schowała moje szorty?! — warknął, wywracając szuflady do góry nogami.

Godzinę później był gotowy — po chorobie nie było śladu.

Trzy godziny później siedział już w taksówce, wioząc walizkę na lotnisko.

Na miejscu czekała na niego wysoka, zgrabna blondynka.

Gdy tylko go zauważyła, rzuciła walizkę i podbiegła z pretensją w oczach.

— Pół godziny czekam! — powiedziała z wyrzutem, poprawiając efektownie włosy.

— Co tak długo? Zdążymy?

— Tak… — skrzywił się Aleksej. Nie znosił, kiedy Milana zaczynała jęczeć.

Znali się zaledwie dwa miesiące. Przyszła na praktyki do jego działu i od razu rzuciła się w oczy — młoda, atrakcyjna, zdeterminowana. Obrączka na jego palcu nie zrobiła na niej najmniejszego wrażenia. Wręcz przeciwnie — potraktowała to jako wyzwanie.

Aleksej uległ. Spotykali się w tajemnicy. Milana była młodsza o pięć lat, pełna życia, pociągała go tą świeżością, której brakowało mu w małżeństwie.

Tego samego dnia, kiedy Margarita kupiła wycieczkę, Milana również pochwaliła się, że trafiła na „super okazję” — tylko kilka godzin wcześniej.

Namówiła Alekseja, żeby zapłacił za oboje. On z kolei zaczął intensywnie główkować, jak pozbyć się żony na kilka dni.

I wtedy przyszła mu do głowy „genialna” myśl — udawać chorego.

Plan zadziałał idealnie. Margarita poleciała z siostrą.

Wydawało mu się, że wszystko dopiął na ostatni guzik.

W lotniskowym terminalu oddali bagaż, Milana objęła go czule i szepnęła:

— Wyglądam dobrze, prawda?

— W porządku — mruknął, domyślając się, że znowu ma kryzys pewności siebie.

— Jesteś pewien? Bo tamte dwie mopki się na mnie gapią… — powiedziała, wskazując ręką w dal.

Aleksej odruchowo spojrzał…

I zamarł.

Dziesięć metrów dalej stały Margarita z Aliną.

Obie patrzyły w ich stronę jak w zwolnionym filmie.

— Tak wygląda twoja „choroba”, tak? — powiedziała Margarita lodowatym tonem i ruszyła prosto na niego.

— A dlaczego nie poleciałaś? — wypalił bezmyślnie.

— Lot opóźniony.

— I wiesz co? Całe szczęście!

— Inaczej nie zobaczyłabym tego całego przedstawienia.

— A ta pani to kto? — wskazała głową na Milanę.

— Tylko znajoma… — wyjąkał Aleksej, blady jak ściana.

— Kochanie, co się dzieje? — wtrąciła Milana, robiąc słodką minę.

— Jeszcze jedna z „gorącymi ofertami”? — sarknęła Margarita.

— To moja żona — powiedział Aleksej.

— A dokładniej — już była — poprawiła go Margarita.

— Alina, nasz lot został wywołany. Chodźmy! — rzuciła i ruszyła przed siebie, ciągnąc siostrę za rękę.

Aleksej stał jak wmurowany. Zrozumiał, że przepadł. Że nie ma już czego tłumaczyć.

Westchnął ciężko, wziął walizkę i szepnął do Milany:

— Wracam do domu.

— Baw się sama.

Liczył, że po wakacjach Margarita się uspokoi i może mu wybaczy.

Ale los napisał inny scenariusz.

Gdy tylko weszła do mieszkania, spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała spokojnie, lecz stanowczo:

— Spakuj się i wynoś. Natychmiast.

— Poczekaj, mogę wszystko wyjaśnić! — próbował się ratować.

— Nie potrzebuję wyjaśnień — przerwała mu zimno.

— Kiedyś usłyszałam mądre zdanie: „Nie wierz uszom w to, czego nie widziały twoje oczy”.

— A ja widziałam wszystko.

— Więc nie musisz już nic mówić.

Po tonie jej głosu zrozumiał, że to naprawdę koniec.

Kilka godzin później wynosił walizkę z mieszkania i jechał do matki.

A miesiąc później ich małżeństwo oficjalnie zakończyło się rozwodem.

Visited 126 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł