Zdejmij szwy i idź do pieca! Moja mama i siostra są tutaj, jestem głodny!

Historie rodzinne

Alla Pietrowna przeszła przez mieszkanie zdecydowanym krokiem, nie zwracając najmniejszej uwagi na jąkające się powitanie Wiktora, który wyglądał na zaskoczonego i zdezorientowanego jej nagłym przybyciem.

Kiedy dotarła do sypialni i zobaczyła Zoinę leżącą w łóżku — bladą jak ściana, drżącą, z jeszcze świeżymi szwami po operacji — jej twarz pociemniała niczym niebo tuż przed burzą. Oczy zapłonęły gniewem, głos zabrzmiał jak rozkaz:

— Wiktor! — zawołała tak donośnie, że aż ściany zadrżały. — Natychmiast tutaj przyjdź!

Wiktor stanął niepewnie w drzwiach sypialni, usiłując wymusić na twarzy przyjazny uśmiech.

— Alla Pietrowna… co za miła niespodzianka! Nie wiedziałem, że…

— Cisza! — przerwała mu ostro, z miną, która nie znosiła sprzeciwu. Jej spojrzenie było twarde jak stal.

— Słyszałam każde słowo, które powiedziałeś mojej córce. Naprawdę myślisz, że jest twoją służącą?

— Ale… przyszły moja mama i siostra… trzeba było coś przygotować…

— Twoja mama i siostra mogą iść do restauracji, jeśli są głodne! — odpowiedziała chłodno. — Zoina dopiero co zeszła ze stołu operacyjnego!

Zwróciła się w stronę córki i podeszła do niej z twarzą pełną emocji.

— Ledwo się rusza, a ty chcesz, żeby gotowała?! Serio?

W tym momencie z salonu dobiegły podniesione głosy — matka i siostra Wiktora najwyraźniej kłóciły się o kolację.

Alla Pietrowna szybko ruszyła w ich stronę, z wyrazem chłodnej determinacji na twarzy.

— Dobry wieczór — powiedziała z lodowatą grzecznością. — Jestem matką Zoiny.

— Czy naprawdę oczekujecie, że moja córka, która dopiero wczoraj była operowana, wstanie i ugotuje wam obiad?

Matka Wiktora — kobieta z mocnym makijażem, przefarbowanymi włosami i wielkimi kolczykami — wstała gwałtownie z kanapy.

— No ale jest żoną Wiktora, prawda? Obowiązkiem żony jest dbać o rodzinę!

Alla Pietrowna prychnęła śmiechem — krótkim, zimnym i bez grama humoru.

— Chce pani wiedzieć, kto tu dbał o kogo? Moja córka harowała po dwanaście godzin dziennie, żeby opłacić kursy rachunkowości Wiktora.

— To ona zapłaciła kaucję za to mieszkanie! — dodała ostrym tonem.

— A teraz, po poważnej operacji, chcecie, żeby wstała i gotowała?

Siostra Wiktora próbowała coś powiedzieć:

— Ale przyjechałyśmy z daleka…

— Świetnie! — rzuciła Alla, unosząc rękę. — To wracajcie tam, skąd przyjechałyście! Albo idźcie do restauracji!

Zatrzymała się na moment, po czym uśmiechnęła się złośliwie.

— Albo jeszcze lepiej… niech Wiktor ugotuje! Najwyższa pora, żeby się czegoś nauczył!

Wiktor chciał zaprotestować, ale Alla Pietrowna nie skończyła.

— I jeszcze jedno! — powiedziała, sięgając do torebki po telefon. — Zoina jedzie ze mną. Będzie się u mnie regenerować. Już rozmawiałam z jej lekarzem — zalecił jej minimum miesiąc całkowitego odpoczynku.

— Nie możesz jej tak po prostu zabrać!

— Mogę. I zabiorę! — przerwała mu stanowczo. — A jeśli spróbujesz mnie powstrzymać, zadzwonię.

— Ciekawe, co powiedzą twoi koledzy z pracy, kiedy dowiedzą się, jak traktujesz swoją chorą żonę.

Wiktor zbladł. Pracował w prestiżowej firmie, gdzie wizerunek był wszystkim. Skandal rodzinny mógłby zrujnować jego karierę.

— Alla Pietrowna… porozmawiajmy… spokojnie…

— Nie mamy o czym rozmawiać! — ucięła ostro, po czym zwróciła się do córki:

— Kochanie, przygotowałam ci pokój w domu. Mam twoje leki, wszystko, czego potrzebujesz. Będę się tobą opiekować jak należy.

Zoina rozpłakała się — tym razem nie z bólu, ale z ulgi. Po raz pierwszy od miesięcy ktoś stanął po jej stronie. I nie tylko słowami, ale z prawdziwą siłą i troską.

Matka i siostra Wiktora spojrzały na siebie, zamilkły i zaczęły zbierać swoje rzeczy.

— No cóż… skoro tak… — mruknęła matka.

— Właśnie tak! — potwierdziła Alla Pietrowna z naciskiem.

Spojrzała jeszcze raz na Wiktora.

— Jeśli chcesz odzyskać żonę, naucz się, czym jest szacunek. Jeśli nie — zostanie ze mną. Na zawsze.

Gdy wszyscy wyszli, mieszkanie ogarnęła głęboka cisza.

Wiktor usiadł samotnie na kanapie w salonie. Po raz pierwszy zrozumiał, że naprawdę może stracić wszystko — nie tylko żonę, ale i własne poczucie wartości.

Następnego dnia zapukał do drzwi Alły Pietrowny z bukietem kwiatów i pokornym spojrzeniem.

— Przyszedłem, żeby przeprosić — powiedział cicho — i żeby nauczyć się, jak być prawdziwym mężem.

Alla spojrzała mu prosto w oczy, po czym otworzyła drzwi szeroko.

— Pierwszy krok to nauczyć się gotować — powiedziała spokojnie. — Zoina potrzebuje porządnego rosołu z kurczaka. Zakładaj fartuch!

I po raz pierwszy w swoim małżeństwie Wiktor wszedł do kuchni nie po to, by żądać — ale by nauczyć się dawać.

Visited 1 388 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł