Dlaczego miałabym oddać wam dolne łóżko?
— Mam małe dziecko, gdzie mamy się wspinać!? — głos Anny, młodej kobiety o zmęczonej twarzy, brzmiał ostry, ale w środku dało się wyczuć nutę desperacji.
— A ja, starsza kobieta, mam się wspinać na górę?! — głos Tatiany Arkadievny, suchy i kategoryczny, przeciął duszną atmosferę wagonu niczym ostrze. — Gdzie się podziało wasze wychowanie? My, za młodu, szanowałyśmy starszych!
— Wasz bilet jest na górne łóżko, — Anna starała się zachować spokój, ale jej oczy błyszczały od gniewu. — A to moje! Kupiłam je specjalnie, żeby mój syn mógł wygodnie spać.
Tatiana Arkadievna westchnęła i odwróciła wzrok ku oknu. Wokół nich zaczęła zbierać się grupa przypadkowych widzów: pasażerowie z sąsiednich miejsc zbliżali się, nagle udając zainteresowanie swoimi torbami.
— Proszę, nie dałoby się dogadać? — nie wytrzymał mężczyzna z górnego łóżka naprzeciwko. — Tu już jest wystarczająco gorąco, nie da się oddychać. Lepiej rozwiązać to pokojowo.
— Łatwo mówić, jak siedzisz na górze i nikomu nie przeszkadzasz, — burknęła Anna, rzucając mu szybkie, ale ostre spojrzenie.
W tym czasie jej pięcioletni syn Misha wiercił się na łóżku, próbując odzyskać swojego misia, który utknął w kącie.
— Właśnie! — dodała Tatiana Arkadievna. — Dziś młodzież nie ma żadnego wstydu. Przyjeżdżają tutaj i nie przynoszą ani krztyny szacunku!
— To wam brakuje szacunku! — wybuchła Anna. — Usiadłaś, nawet nie zapytawszy, wiedząc, że to moje miejsce! A teraz jeszcze narzekasz!
Huk pociągu zdawał się potęgować napięcie. Mężczyzna z górnego łóżka westchnął i odwrócił się, wyraźnie postanowiony, by już się nie mieszać. Sąsiedzi szeptali, rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę kłócących się.
— Proszę pani, naprawdę tak trudno wam ustąpić? — nagle odezwała się starsza kobieta w kwiecistej sukience z sąsiedniego przedziału. — Ma pani dziecko, tak, ale jest małe, może spać na górze.
Może nawet będzie się dobrze bawić!
Anna zamarła, nie mogąc uwierzyć.
— Małe? — powtórzyła, ledwie powstrzymując oburzenie. — Ma pięć lat! Rozumiecie, co to znaczy zmusić go, żeby wspinał się na łóżko w tym upale?
— Ale nic mu się nie stanie, my zawsze dawałyśmy sobie radę, — wtrąciła inna pasażerka, krótko ostrzyżona, wycierając twarz chusteczką. — Powinna pani być bardziej ustępliwa.
Twarz Anny zapłonęła gniewem. Wzięła głęboki oddech, wstała i spojrzała na Miszę.
— Zostań tutaj, dobrze? — powiedziała łagodniej niż zwykle. — Misza, zaraz wracam.
Chłopiec skinął głową, ale w jego oczach widać było niepokój.
Anna ruszyła w stronę łazienki, by umyć twarz, przesuwając się z trudem między torbami i bosymi stopami pasażerów.
Kiedy dotarła do względnego spokoju małego pomieszczenia, oparła się o zimną metalową poręcz, czując, jak jej irytacja powoli przechodzi w zmęczenie.
Za jej plecami wciąż słychać było urywki tłumionych rozmów.
— Spójrz tylko na tę bezczelność… — wyraźnie głos Tatiany Arkadievny.
Anna zamknęła oczy, próbując zebrać myśli. Instynktownie sięgnęła do kieszeni, ale przypomniała sobie, że telefon zostawiła u Miszy.
„Wytrzymaj”, powiedziała sobie w myślach. „Tylko do jutra rano”.
Kołysanie pociągu i monotonne bicie kół miały ułatwić zasypianie w wagonie, ale upał i napięcie tylko wzrastały.
Anna, wracając z przedziału służbowego, znalazła Miszę dokładnie tam, gdzie go zostawiła. Chłopiec trzymał swojego misia, patrząc na jego wytarty pyszczek.
Kiedy zobaczył matkę, lekko wzruszył ramionami, jakby nie chciał zwracać na siebie uwagi.
— Mamo, dlaczego tak długo? — szepnął.
— Była kolejka, malutki, — odpowiedziała Anna cicho, siadając obok niego.
Ale niemożliwe było zachowanie spokoju. Tatiana Arkadievna natychmiast znów zaczęła mówić, kierując słowa bardziej do innych pasażerów niż do Anny.
— Ach, co za czasy! Jaką młodzież mamy dzisiaj? Zero szacunku, zero sumienia! Ja, starsza kobieta, nie mogę nawet wstać, a pani nic to nie obchodzi! Ważne, żeby pani była wygodna. A dziecko… Co może rozumieć dziecko!?
Anna westchnęła i obróciła się do swojej starszej sąsiadki.
— Czego ode mnie pani chce? Mój podróż już jest wystarczająco stresujący.
Tatiana Arkadievna wyprostowała się, poprawiając kosmyk szarych włosów.
— Tak? Biedna! — oznajmiła, podkreślając ton udawaną współczuciem. — Więc to moja wina? Oczywiście, że tak! I że ja jadę do Krasnodaru do córki, a jeszcze dwa dni muszę podróżować, to was nie obchodzi, prawda?
Anna przesunęła rękę po czole, zmęczona. Nie mogła się pozbyć uczucia zmęczenia. Podróż zaczęła się od płaczu Miszy, który nie chciał wsiąść do pociągu.
Musiała ciągnąć torby, szukając swojego miejsca, tylko po to, by znaleźć Tam siedzącą wygodnie Tatianę Arkadievnę z gazetą w ręku.
Kobieta z sąsiedniego łóżka, około czterdziestki, z krótkimi włosami, wtrąciła się z ironicznym uśmiechem:
— No, dziewczyny, o co wy się kłócicie? To tylko łóżko!
— Łóżko, czy nie łóżko, — odpowiedziała Anna, obracając się gwałtownie, — każdy ma swoje zarezerwowane miejsce. Czy wy naprawdę myślicie, że mam ustąpić każdemu?

— No przecież nikt tego nie mówi. Czasami łatwiej odpuścić niż się kłócić, — wzruszyła ramionami inna pasażerka. — A poza tym, co za problem z dzieckiem?
Śpi wszędzie. Moi, jak byli mali, spali nawet na podłodze, nie przejmowali się tym.
Misza pociągnął matkę za rękaw.
— Mamo, nie chcę spać na górze, — szepnął. — Boję się…
— Nikt cię nie zmusi, — odpowiedziała Anna stanowczo, patrząc mu w oczy.
— Ach, ta młodzież… — pokręciła głową Tatiana Arkadievna. — Zawsze przestraszeni, zawsze roszczeniowi. Za moich czasów miałam troje dzieci i też dawałam sobie radę!
Anna poczuła, jak wzbiera w niej gniew, ale przełknęła go. Wzięła głęboki oddech, starając się zachować spokój.
— Wie pani, w naszej rodzinie też nie jest wszystko proste, — zaczęła spokojnie mówić. — Mój mąż pracuje w innym mieście, żebyśmy mogli po raz pierwszy pojechać nad morze z Miszą.
Zaoszczędziłam na te bilety, liczyłam wszystko co do grosza. Kupiłam dolne łóżko specjalnie, żeby było wygodniej. A pani przyszła i usiadła tutaj. A teraz ma pani czelność obwiniać mnie?
Tatiana Arkadievna uniosła brew, ale nie zdążyła odpowiedzieć: mężczyzna z sąsiedniego przedziału wtrącił się do rozmowy:
— Dość, przestańcie! Jest gorąco, powietrze jest nie do zniesienia, a wy ciągle się kłócicie! Naprawdę, mamy tego dość.
— Tak, dość! — dołączyła młoda dziewczyna z słuchawkami w uszach. — Pani, górne łóżko należy do pani, dlaczego tak nalega?
— Kto mnie nazwał „panią”?! — oburzyła się Tatiana Arkadievna, uderzając ręką w stół. — Jak śmieszcie tak rozmawiać ze starszymi?!
Misza zwinął się w kłębek, jeszcze mocniej ściskając swojego misia.
Anna wstała z trudem.
— Dość, idę do przedsionka. Mam tego dość.
Wracając z przedsionka, Anna czuła się nieco spokojniejsza. Jej twarz wciąż była mokra od wody, którą umyła, a ręce wciąż drżały z gniewu.
Wiedziała, że dyskusja się nie skończy, ale nie mogła już tego znieść. Misza nadal siedział na łóżku, trzymając swojego misia.
Gdy Anna wróciła, Tatiana Arkadievna nie wytrzymała i natychmiast rzuciła do niej uszczypliwą uwagę:
— W końcu! Biegałaś w tę i z powrotem po całym wagonie. Lepiej by było, gdybyś została z dzieckiem, zamiast chodzić wszędzie!
— Proszę pani, czy mogłaby pani przestać? — Anna gwałtownie podniosła głowę, jej głos brzmiał stanowczo. — Rozumie pani, że każdy ma swoje miejsce zgodnie z biletem?
To jest moje łóżko. Zapłaciłam za nie. Pani ma górne. Koniec dyskusji.
— A ty, jaka jesteś! — Tatiana Arkadievna rozłożyła ręce w teatralnym geście, patrząc wokół. — Młoda, zdrowa, ale bez odrobiny szacunku! Przynajmniej z grzeczności mogłaś ustąpić miejsca. Nie gryzałam cię!
— Ale pani też nie grzeszy kulturą! — odpowiedziała Anna. — Żadnego „przepraszam”, nic! Po prostu usiadła pani. A teraz wini mnie pani za wszystko.
Pasażerowie wokół zaczęli znów szeptać. Mężczyzna z górnej półki zerknął, ziewając zmęczony:
— Znowu ta historia? Zawołajmy konduktora. Ona rozwiąże sprawę.
— Zawołajcie konduktora, — parsknęła Tatiana Arkadievna. — Bo ja mam rację.
Jakby na magiczne słowo, w korytarzu pojawiła się konduktorka. Młoda kobieta w ścisłej mundurze spojrzała na wagon z wyraźnym dezaprobatą.
— Co to za hałas? — zapytała surowo. — To już trzecia skarga z sąsiednich przedziałów. Kto jest głównym bohaterem tutaj?
— Oni! — krzyknęły jednocześnie dwie pasażerki, wskazując na Tatianę Arkadievnę i Annę.
— Ja?! Co zrobiłam?! — oburzyła się Tatiana Arkadievna. — To ta młoda robi zamieszanie. Nie ustąpiła mi dolnego łóżka, a ja narzekam. Jak można tak traktować starszą osobę?!
Konduktorka zwróciła się do Anny, która stała z założonymi rękami.
— Każdy ma przydzielone miejsce? — zapytała.
— Tak, — kiwnęła głową Anna. — Pani ma górne łóżko. Moje jest dolne. Kłócimy się już od dwóch godzin.
Konduktorka westchnęła ciężko, jakby nie było to jej pierwsze tego typu zadanie.
— Dobrze, proszę pani, pokaż mi bilet, — powiedziała, wyciągając rękę.
— Oto, oto! — Tatiana Arkadievna wyjęła bilet z kieszeni z oporem.
Konduktorka szybko go przejrzała, a potem oddała, kiwając głową.
— Ma pani górne łóżko. Wszystko się zgadza. Dlaczego siedzi pani na cudzym miejscu?
— Dlaczego? — wykrzyknęła kobieta, rozszerzając ręce, oburzona. — Trudno mi wspiąć się tam na górę. Jestem starsza, nie można mieć trochę zrozumienia?
— A ile razy podróżowała pani już pociągiem? — zapytała konduktorka, krzyżując ręce.
— Cóż… zdarzało mi się być na górze, tak… — mruknęła Tatiana Arkadievna z niechęcią.
— A teraz też tak będzie, — powiedziała konduktorka stanowczo. — Każdy musi siedzieć na swoim miejscu. Matka z dzieckiem nie zmieniają się na dolne łóżko, jasno? A jeśli nie, wezwę konduktora!
Tatiana Arkadievna nagle uciszyła się, jej twarz stała się czerwona. Pasażerowie dookoła zaczęli cicho klaskać, niektórzy skinęli głową na znak aprobaty. Anna poczuła, jak jej plecy się rozluźniają.
— Dobrze, dobrze, — mruknęła starsza kobieta, wstając. — Młodsze już nie mają ani szacunku, ani współczucia.
Chwyciła za uchwyt i powoli, z wyraźnym oporem, zaczęła wspinać się na górną półkę. Mężczyzna naprzeciw pomógł jej, podając rękę. Kiedy w końcu się urządziła, wagon na moment pogrążył się w ciszy.
— Dziękuję, — powiedziała cicho Anna do konduktorki.
— Nie ma sprawy, — uśmiechnęła się lekko. — Ważne, że już się nie kłócicie. I uspokójcie dziecko.
Anna wróciła na swoje miejsce, gdzie Misha patrzył na nią z ulgą. Przytuliła go i szepnęła:
— Wszystko w porządku, maluchu. Teraz podróżujemy spokojnie.
Misha kiwnął głową, przytulając się do niej.
Kłótnia się skończyła, ale Anna wciąż czuła gorzki posmak. Spojrzała przez okno, obserwując szybko mijające pola, i pomyślała, jak ważne jest czasami bronić swojego prawa, nawet gdy jest to trudne.







