Moja ciężarna córka przyprowadziła do domu bezrobotnego narzeczonego. Przestałam kupować jedzenie, a czwartego dnia uciekł.

Historie rodzinne

„Mamo, dlaczego kupiłaś zwykły ser?” – Polina wyciągnęła z reklamówki opakowanie sera i skrzywiła się z niezadowoleniem. – „Staś takiego nie jada. Prosił o świeży twaróg. Twardy ser mu szkodzi, a przecież musi o siebie dbać. Właśnie przygotowuje swoje CV. I gdzie moje witaminy? Byłaś w aptece?”

Anna zatrzymała się na chwilę w przedpokoju. Zdjęła przemoczony od śniegu płaszcz i spojrzała na porozrzucane buty. Najwięcej miejsca zajmowały ogromne trampki Stasia, który od miesiąca mieszkał pod jej dachem i zachowywał się tak, jakby był właścicielem mieszkania.

– Nie byłam – odpowiedziała spokojnie, odkładając torby na blat kuchenny. – Twoje witaminy kosztują trzy tysiące rubli. Twaróg dla Stasia kolejne dwieście. A do wypłaty zostało mi jeszcze osiem dni.

Z pokoju dobiegły odgłosy wystrzałów i głośne okrzyki. Staś najwyraźniej znów „pracował nad swoją przyszłością”, siedząc na kanapie z gamepadem w rękach. Miał dwadzieścia lat, ani dnia przepracowanego na pełen etat i nieskończoną liczbę wymówek.

Polina miała osiemnaście lat i była w trzecim miesiącu ciąży.

– Mamo, nie przesadzaj – westchnęła dziewczyna. – Lekarz powiedział, że Omega-3 jest bardzo ważna. Chcesz, żeby twoje wnuczę miało problemy zdrowotne?

Te słowa zabolały Annę bardziej, niż córka mogła przypuszczać.

Przez ostatnie osiemnaście lat robiła wszystko sama. Mąż odszedł, gdy Polina miała zaledwie trzy lata. Pracowała na dwa etaty, oszczędzała na sobie, nigdy nie kupowała nowych ubrań, byle tylko córce niczego nie brakowało. A teraz słyszała, że jest złą matką, bo nie stać jej na kolejne zachcianki bezrobotnego narzeczonego.

Spojrzała do pokoju.

Staś siedział rozwalony na kanapie. Obok stał pusty kubek po kawie, talerz po śniadaniu i kilka opakowań po chipsach.

– Staś – powiedziała spokojnie. – Może znalazłeś już jakąś pracę?

Chłopak nawet nie odwrócił głowy.

– Teraz ciężko coś znaleźć. Poza tym muszę wspierać Polinę. Ciąża to stresujący okres.

Anna zacisnęła usta. Przez ostatnie tygodnie zauważyła, że „wspieranie Poliny” polegało głównie na spaniu do południa, oglądaniu seriali i zamawianiu jedzenia na wynos za jej pieniądze.

Tamtej nocy długo nie mogła zasnąć. Siedziała przy kuchennym stole, przeglądając rachunki. Po opłaceniu czynszu, leków i jedzenia zostawało jej coraz mniej. Zrozumiała, że jeśli nic się nie zmieni, nie będzie miała za co przygotować pokoju dla wnuka.

Następnego dnia podjęła decyzję.

Kupiła tylko to, co absolutnie konieczne: chleb, mleko, kaszę i jajka.

– A gdzie łosoś? – zdziwił się Staś podczas kolacji.

– Nie było mnie stać.

– A twaróg?

– Też nie.

Trzeciego dnia w lodówce nadal było tylko podstawowe jedzenie.

– Mamo, przecież Staś potrzebuje odpowiedniej diety! – oburzyła się Polina.

– Staś jest zdrowym, dorosłym mężczyzną – odpowiedziała Anna. – Jeśli ma specjalne wymagania, może sam je sfinansować.

Po raz pierwszy od wielu tygodni w mieszkaniu zapadła cisza.

Czwartego dnia Anna wróciła z pracy wcześniej niż zwykle. Już od progu zauważyła, że coś się zmieniło. W przedpokoju nie było ogromnych trampek.

– Polina? – zawołała.

Córka siedziała na łóżku z zaczerwienionymi oczami.

– Wyjechał – wyszeptała.

– Kto?

– Staś. Powiedział, że nie jest gotowy na życie w takich warunkach. Spakował rzeczy i wyszedł. Napisał, że zasługuje na kobietę, która będzie go wspierać.

Anna usiadła obok córki i przez chwilę milczała.

– Wiesz, co jest najgorsze? – zapytała Polina, ocierając łzy. – Nie zapytał nawet, jak czuje się jego dziecko.

Anna przytuliła córkę po raz pierwszy od wielu tygodni.

– Posłuchaj mnie uważnie – powiedziała cicho. – Prawdziwy mężczyzna nie ucieka, kiedy kończy się twaróg. Nie opuszcza kobiety, gdy pojawiają się problemy. I nigdy nie pozwala, by ciężar jego życia dźwigała czyjaś matka.

Polina rozpłakała się jeszcze bardziej.

Minęło kilka miesięcy. Nie było łatwo, ale córka zaczęła dorastać szybciej, niż Anna mogła przypuszczać. Zapisała się na kurs online, zaczęła planować przyszłość i przestała czekać na wiadomość od Stasia.

Kiedy urodził się mały Michał, Anna trzymała wnuka na rękach i pomyślała, że czasami życie zabiera nam ludzi, którzy nigdy nie powinni byli zostać.

A najlepszą rzeczą, jaką zrobił Staś, było to, że odszedł, zanim jego syn nauczył się nazywać go tatą.

„Naprawdę chcesz, żeby twoje dziecko od pierwszych dni życia miało problemy zdrowotne?” – Polina rzuciła torbę z zakupami na blat kuchenny i wyjęła z niej opakowanie zwykłego sera. – „Ile razy prosiłam, żebyś kupowała produkty lepszej jakości? Staś nie jada takiego sera. Mówił też, że po tych kiełbaskach znowu miał zgagę”.

Anna przez chwilę milczała. Stała przy zlewie, powoli myjąc ręce po pracy w ogrodzie. Woda szumiała jednostajnie, zagłuszając coraz bardziej podniesiony głos córki.

– A mięso? – ciągnęła Polina. – Prosiłam o wołowinę. Prawdziwą, świeżą wołowinę. Lekarz mówił, że w ciąży muszę się dobrze odżywiać.

Anna zakręciła kran i sięgnęła po stary, waflowy ręcznik. Od kilku miesięcy słyszała to niemal codziennie. Nigdy nie było dobrze: chleb był nie taki, mleko miało za mało tłuszczu, owoce nie były ekologiczne, a mięso – niewystarczająco dobre.

– Jeśli Staś chce prawdziwego mięsa, może wstać z kanapy, pójść do sklepu i kupić je za własne pieniądze – odpowiedziała spokojnie.

W kuchni zapadła cisza.

– On szuka pracy! – wybuchła Polina. – Doskonale wiesz, że teraz wszędzie jest kryzys! Oferują mu śmieszne pieniądze. Nie po to kończył kurs menedżerski, żeby nosić paczki w magazynie!

Anna uniosła brwi.

– Kurs, który trwał sześć miesięcy?

– To był profesjonalny kurs! – oburzyła się córka. – Potrzebuje czasu, żeby znaleźć coś odpowiedniego. Nie można wywierać na nim presji. To go stresuje!

Anna nie odpowiedziała. Otworzyła lodówkę i wyjęła garnek z zupą ugotowaną poprzedniego dnia. Wstawiła go na kuchenkę i zaczęła mieszać, jakby rozmowa jej nie dotyczyła.

Pamiętała dzień, w którym Polina przyprowadziła Stasia do domu.

– Mamo, to miłość mojego życia – powiedziała wtedy z błyskiem w oczach. – Zamieszkamy tu tylko na kilka tygodni. Dopóki nie znajdzie pracy.

Kilka tygodni zamieniło się w trzy miesiące.

Przez ten czas Staś ani razu nie wyszedł z domu przed południem. Twierdził, że wysyła CV, ale Anna nigdy nie widziała, żeby naprawdę szukał pracy. Za to codziennie widziała filiżanki po kawie, talerze pozostawione na stole i rachunki, które z miesiąca na miesiąc stawały się coraz wyższe.

Pięć minut później w progu kuchni pojawił się sam zainteresowany.

Zapach zupy najwyraźniej działał skuteczniej niż budzik.

Staś miał na sobie rozciągnięte dresy i wyblakłą koszulkę. Potarł oczy i ciężko opadł na krzesło.

– Co na obiad? – zapytał, nawet nie patrząc na Annę.

Postawiła przed nim talerz.

– Pomidorowa.

Spojrzał do środka i skrzywił się.

– Nie ma makaronu pełnoziarnistego? Mówiłem przecież, że zwykły źle wpływa na moje trawienie.

Anna zacisnęła palce na drewnianej łyżce.

– Jest chleb? – zapytał po chwili. – Ale nie ten. Prosiłem o ciabattę.

Polina od razu stanęła po jego stronie.

– Mamo, naprawdę mogłabyś bardziej uważać. Staś ma wrażliwy żołądek.

Anna spojrzała na córkę. Jeszcze rok temu Polina była samodzielną, rozsądną kobietą. Miała pracę, własne mieszkanie i marzenia. Teraz siedziała przy stole i broniła trzydziestoletniego mężczyzny, który uważał, że znalezienie pracy poniżej jego oczekiwań uwłacza jego godności.

Spojrzała na kalendarz wiszący na ścianie. Za tydzień miała zapłacić rachunek za prąd. Potem za gaz. Potem kolejne zakupy.

I nagle poczuła, że ma dość.

Wyłączyła kuchenkę i powoli odwróciła się w stronę stołu.

– Dobrze – powiedziała cicho.

Coś w jej głosie sprawiło, że Staś odłożył łyżkę.

– Od jutra zasady się zmieniają.

– Co to ma znaczyć? – zapytała Polina.

– To znaczy, że od jutra każdy dorosły w tym domu utrzymuje się sam. Lodówka nie będzie już magicznie się zapełniać, rachunki same się nie zapłacą, a ja nie zamierzam pracować na cudzy komfort.

Staś nerwowo odchrząknął.

– Pani Anno, chyba przesadza pani…

– Nie skończyłam – przerwała mu. – Masz cztery dni. Albo znajdziesz pracę, jakąkolwiek, albo znajdziecie sobie inne miejsce do mieszkania.

– Mamo! Przecież jestem w ciąży! – szepnęła Polina.

Anna spojrzała na córkę ze smutkiem.

– Właśnie dlatego to robię. Bo chcę, żeby moje wnuczę dorastało przy ludziach, którzy wiedzą, czym jest odpowiedzialność.

W kuchni zapadła cisza.

A Staś po raz pierwszy od trzech miesięcy wyglądał tak, jakby naprawdę zrozumiał, że darmowy obiad kiedyś się kończy.

Visited 1 times, 1 visit(s) today
Oceń ten artykuł