Pewnego dnia przyjaciel mojego męża, starszy kawaler, przyszedł do nas z młodą dziewczyną. Miała dwadzieścia dwa lata, choć wyglądała najwyżej na szesnaście.
Sam przyjaciel miał czterdzieści pięć lat. Nie ożenił się wcześniej, bo w młodości przeżył śmierć ukochanej – zmarła na nowotwór.
Najpierw długo cierpiał, potem szukał kogoś podobnego. Tak starzał się w samotności, przyzwyczajając się do myśli, że życie spędzi sam.
I nagle przyprowadził do nas tę „dziewczynę”. Była małomówna, nie udało mi się nawiązać z nią kontaktu.
Gdy już odchodziła, przyjaciel zapytał szeptem:
— Jak wam się podoba?
Wzruszyłam ramionami, mąż stwierdził, że jest miła.
— Ożenię się! – uśmiechnął się przyjaciel.
Nie do końca zrozumieliśmy, o co chodziło. Zaproponowano nam bycie świadkami na ślubie. Zastanawiałam się, dlaczego nie wziąć kogoś młodszego, przecież dziewczyna miała koleżanki w podobnym wieku. Ale nie sprzeciwiałam się.
W umówionym czasie podjechaliśmy do urzędu stanu cywilnego. Czekali na nas młodzi oraz przyjaciółka dziewczyny z bukietem róż.
Przyjaciel wyglądał schludnie w garniturze i krawacie, panna młoda w skromnej, zwykłej, niebieskiej sukience i czarnych sandałkach na niskim obcasie.
Był dzień powszedni. Weszliśmy przez dziedziniec, do obdrapanych drzwi – w środku trwał remont.
To było dziwne wesele, trzeba przyznać, wszystko ukryte przed obcymi oczami. Przyjaciółka pogratulowała młodym i odjechała. My udaliśmy się do przyjaciela do domu, by uczcić wydarzenie. Nie zadawaliśmy zbyt wielu pytań, choć nasuwały się same.
Nie można było powiedzieć, że przyjaciel był oszołomiony szczęściem. Zachowywał się zwyczajnie, natomiast dziewczyna promieniała, patrzyła na niego zakochanym wzrokiem.
Pewnego dnia przyszedł do nas na kolację. Nie mogłam powstrzymać się i zapytałam, co właściwie się stało, skąd ta dziewczyna.
— Wiedziałem, że w końcu padnie to pytanie – uśmiechnął się. – Poznałem ją, będąc u znajomego z pracy. Jest studentką jego żony, przyszła z powodu zajęć.
Było późno, ciemno, odprowadziłem ją do akademika. Dowiedziałem się, że uciekła od pijanych rodziców. Bardzo samodzielna, pisze całkiem niezłe wiersze, dobrze się uczy, ciekawa świata, oczytana – jest o czym porozmawiać.
Wygląda, jak widzicie, uroczo. To, że jest szczupła i blada, to dokarmię ją sam. Żyje za grosze ze stypendium, czasem dorabia jako pielęgniarka na nocnej zmianie.
Poza tym, przypominała mi moją zmarłą Alenę… Po raz pierwszy ktoś mi ją przypomniał…

Zrobiło mi się jej żal, gdy poznałem, co przeszła z rodzicami, jak sobie radziła po ucieczce. Chciałem jej pomóc, dać dach nad głową, ciepło, troskę…
— Zakochałeś się? – zapytałam.
— Miłość przychodzi w szesnastce, a ja już nie w tym wieku. Po Alenie czy można kogoś pokochać?
Mąż stwierdził, że może i lepiej – dziewczyna jest szczęśliwa, a przyjaciel nie samotny.
Pewnego dnia przyszedł szczęśliwy, mówiąc, że spodziewają się dziecka. Nigdy nie myślał, że zostanie ojcem. Radość nie trwała długo – żona miała poronienie, potem drugie i trzecie… To były tylko puste oczekiwania i cierpienie młodej kobiety.
Ona zaczęła się niepokoić, że nie może urodzić i mąż ją opuści. Zaczęła go zazdrościć i robić sceny z byle powodu. Swoją fanatyczną miłością irytowała go.
Przyjaciel już nie był szczęśliwy, że się ożenił. Chciał wyrwać się z tej sytuacji, nie mógł zostawać w domu, spóźniał się do pracy, znosił histerie żony.
Ktoś poradził, aby sprawić, by to ona chciała odejść. Najlepsze rozwiązanie, jakie znalazł – wracać pijanym z pracy lub udawać pijanego.
Nie wtajemniczył nas w ten plan. Dowiedzieliśmy się wszystkiego od jego żony. Poprosiła o pomoc, powiedziała, że życie stało się nie do zniesienia: codziennie przychodził pijany lub pod wpływem alkoholu, był opryskliwy, nie zwracał na nią uwagi.
W końcu przyszedł wieczorem, a żony nie było. Na stole leżała kartka – że jest zmęczona i nie chce powtórzyć losu rodziców. Przyjechał do nas i opowiedział wszystko. Pytaliśmy, dokąd mogła odejść, ale go to już nie interesowało.
Mój mąż przypadkowo spotkał żonę przyjaciela w zaawansowanej ciąży. Dowiedział się, że odeszła w ciąży. Gdy pierwszy raz przyszedł pijany, rozmowę o dziecku odłożyła, potem po prostu nie chciała rozmawiać.
Lekarz zalecił leżenie i obserwację. Wyjechała do szpitala, później przyjęła ją przyjaciółka. Była w rozpaczy – sama nauczyła się przetrwać, z dzieckiem było trudniej. Nie chciała informować byłego męża, uważała, że taki ojciec dziecka nie jest potrzebny.
Do rodziców też nie mogła wrócić. Myślała, że może sama jest winna, że mąż się załamał. Zazdrościła, robiła sceny, zachowywała się nieodpowiednio. Później analizowała sytuację, szukała przyczyn jego zmiany.
Długo zastanawialiśmy się, czy mówić przyjacielowi, aż sam się odezwał. Powiedział, że postąpił okropnie. Trzeba było porozmawiać i się dogadać, przecież on dorosły, a ona bardzo młoda. Jej życie trzeba było poukładać, zwłaszcza po tylu nieudanych ciążach. Może w tym tkwiła przyczyna jej histerii. Może potrzebowała psychologa.
Obwiniał się, że nie zainteresował się, gdzie jest i jak się czuje, zwłaszcza nocą. Postanowiliśmy mu wszystko wyjawić.
Trzeba było zobaczyć jego twarz i determinację. Wiedział, gdzie mieszka jej przyjaciółka, pojechał tam. Okazało się, że dziewczyna miała zagrożenie poronieniem i została hospitalizowana do rozwiązania.
Doradziliśmy, by nie pchał się do szpitala – mogła się zestresować i sprowokować przedwczesny poród. Kiedy urodziła chłopca, pojechaliśmy wszyscy pod okna szpitala.
Przyjaciółka przekazała kartkę, aby podeszła do okna. Było to drugie piętro, pora karmienia. Podeszła i zobaczyła ukochanego pod oknem z wielkim bukietem i małym plakatem z napisem: „KOCHAM! PRZEPRASZAM!”
Płakała, nie wiedzieliśmy, jak się to skończy, obawialiśmy się, by mleko jej nie zanikło z powodu stresu. W końcu zabraliśmy mamę z dzieckiem razem ze szpitala.
W domu przyjaciel z pomocą urządzili pokój dziecięcy, kupili potrzebne rzeczy. Nadal miał wątpliwości, czy dziewczyna zgodzi się jechać. Przyjaciółka też czekała w razie czego na taksówkę.
Ale wszystko poszło jak w bajce. Dziewczyna bez wahania poszła za mężem.
Żyją dobrze. Jak przyznał przyjaciel, pokochał swoją żonę po narodzinach drugiego syna. Wcześniej kochał dziecko, szanował i troszczył się o jego matkę.
Ona tak całkowicie poświęciła się wychowaniu dzieci, że czasem przyjaciel był zazdrosny – tak mało czasu mu poświęcała.







