Żona odkryła zadrapania na plecach męża, śledziła go i przyłapała w domku teściowej z najlepszą przyjaciółką. Ale czekał ją niespodzianka.
Swieta uważnie patrzyła na śpiącego męża. Wiedziała, że w ostatnim czasie coś się między nimi zmieniło. Dmitrij znikał, zachowywał się dziwnie. Nie potrafiła sobie wyobrazić, co mogło być przyczyną takich zmian.
Swieta zawsze uważała, że ich rodzina jest prawie idealna. Przecież pobrali się z prawdziwej miłości! Co więcej, miała doskonałe relacje z teściową, choć spotkania odbywały się coraz rzadziej.
Teściowa, starając się nie przeszkadzać młodym, przeprowadziła się na stałe do wiejskiego domu, który odziedziczyła po rodzicach. Dmitrij zrobił remont, więc teraz było tam bardzo przytulnie.
Swieta rzadko tam jeździła. Zawsze znajdowała wymówki: to zajęta była pracą, to domem. Kiedy teściowa przyjeżdżała do nich do miasta, Swieta zawsze była zadowolona z tego spotkania.
Zapraszała ją do siebie, zapewniając, że ma dość miejsca. Jednak ta wolała szybko wrócić do swojej wiejskiej posiadłości.
Rzadkie wizyty Swiety miały jednak inne przyczyny niż tylko obowiązki – to była jej alergia na egzotyczne rośliny, które uwielbiała teściowa.
Swieta miała straszną reakcję na pyłki, dlatego spędzała czas nie na świeżym powietrzu, a w łazience.
Po kilku takich wizytach Swieta postanowiła nie męczyć się więcej i przestać tam jeździć. Nigdy nie powiedziała teściowej, dlaczego przestała ją odwiedzać.
Z jednej strony było jej to wstyd, z drugiej nie chciała jej urazić. Aby uniknąć wizyt, brała nawet dodatkowe zmiany w pracy.
Mimo to dom w wiosce potrzebował męskiej opieki. Relacje z teściową stały się nieco chłodne, a Swieta zaczęła się martwić o to.
Czekała na moment, kiedy teściowa znajdzie sobie nowe hobby, co pozwoli jej częściej tam bywać.
Czas mijał, a relacje między Dmitrijem i Swietą powoli się ochładzały, ale Swieta nie chciała uwierzyć, że między nimi jest tak źle.
Pewnego dnia Dmitrij przewrócił się we śnie, a Swieta zauważyła zadrapania na jego plecach i ramionach. Poczuła niepokój.
W ich intymności wszystko było w porządku, ale te ślady nie mogły pochodzić od niej, bo zawsze przycinała swoje paznokcie krótko, jak przystało na pielęgniarkę.
Swieta poszła do kuchni, zrobiła sobie kawę. Próbowała myśleć racjonalnie, ale trudno jej było opanować emocje.
Do pracy zostało jeszcze 40 minut, ale nie mogła już dłużej zostać w domu. Chwyciła torebkę i pospieszyła wyjść z mieszkania.
— Swieta, wszystko w porządku? — zapytała Inna, jej koleżanka i przyjaciółka, zauważając, że Swieta zachowuje się dziwnie podczas zmiany. — Już dwa razy pomyliłaś leki. Skup się!
To było niezwykłe, bo Swieta zawsze była znana z organizacji i uwagi. Ale dzisiaj było inaczej.
— Przepraszam, In, sama nie wiem, co się ze mną dzieje. Wszystko mi się wymyka z rąk — przyznała Swieta.
Inna, zmartwiona, zapytała:
— Może jesteś chora? Albo coś się stało?
— Sama nie wiem, może coś się stało… — Swieta spojrzała na przyjaciółkę, jej oczy były pełne łez. — Myślę, że Dima mnie zdradza…
Inna roześmiała się:
— Dima? To niemożliwe, on cię uwielbia!
Jednak widząc poważny wyraz twarzy Swiety, zrozumiała, że to nie jest żart.
— Swieta, złapałaś go z kimś? — zapytała Inna.
Swieta pokręciła głową.
— Zróbmy najpierw swoją pracę, a potem porozmawiamy. Wciąż nie wierzę, że cię zdradza — powiedziała Inna.
Swieta właśnie miała odpowiedzieć, gdy do pokoju weszła starsza pielęgniarka.
— Dziewczyny, co to za lenistwo? Leki trzeba rozdać, a wy jeszcze nic nie zrobiłyście! — powiedziała stanowczo.
Przyjaciółki milczały i zajęły się swoimi obowiązkami. Dopiero po kilku godzinach mogły kontynuować rozmowę.
— No dobra, opowiedz, dlaczego uważasz, że Dima cię zdradza? — zapytała Inna.

Swieta westchnęła i zaczęła wyjaśniać swoje obawy. Kiedy skończyła, Inna odpowiedziała:
— To trochę dziwne, nie wierzę w to.
Swieta szlochając dodała:
— I ja nie chcę w to wierzyć, ale przecież rozumiesz… A ty nie próbowałaś go zapytać?
Swieta znów pokręciła głową.
— A co jeśli, choć to mało prawdopodobne, on mówi prawdę? Moje podejrzenia mogą być bezpodstawne — rozmyślała.
— W takim razie musisz to sprawdzić! — zaproponowała Inna.
— Ale jak to zrobić, skoro pracuję na pełny etat? W ciągu jednej zmiany, wiesz, ile można zrobić? — zastanawiała się Swieta.
— Niech myśli, że jesteś w pracy, a ty weź dzień wolny — zaproponowała Inna.
Swieta spojrzała na przyjaciółkę zaskoczona.
— Nigdy bym na to nie wpadła!
Następnego dnia Swieta wzięła urlop bezpłatny na tydzień. Serce biło jej szybciej, bo po pięciu latach wspólnego życia nie spodziewała się, że wszystko dojdzie do tego.
Miała zamiar po prostu porozmawiać z nim. Ale nie chciała, by ranił ją swoimi podejrzeniami. Chciała poradzić się teściowej, wiedząc, że Taissja Andriejewna da jej rozsądny spokój i nie będzie bezgranicznie bronić syna.
Jednak wyjazd do niej oznaczałby alergię, więc Swieta postanowiła poradzić sobie sama, nie niepokojąc teściowej, bo wciąż nie miała pewności.
Przez pierwsze dwa weekendy Dima zachowywał się zwyczajnie. Nawet pytał, jak się czuje, zauważając jej zamyślenie. Swieta żartowała, ale była gotowa wszystko opowiedzieć i wyjawić swoje myśli.
Jednak w nocy zaczął kłaść się spać w koszulce, a na jej pytanie odpowiedział:
— Po prostu w domu jest chłodno, a poza tym lenistwo nie pozwala mi ściągnąć ubrania.
Svetlana nie pogłębiała rozmowy i odwróciła się. Nie, Inna ma rację, musi sama wszystko wyjaśnić.
W dniu, w którym Svetlana miała pójść na zmianę, jak zwykle wstała, przygotowała się i udawała, że wychodzi. Dima miał wolne, a zdawało się, że nie planuje nigdzie wyjść.
Svetlana wybrała strategiczne miejsce niedaleko domu, usiadła na ławce i była gotowa tam zostać do wieczora. Czuła, że zachowuje się głupio, ale nie mogła się powstrzymać.
Godzinę później Dmitrij wyszedł, najpierw udał się do garażu, a potem pojechał do miasta. Svetlana zauważyła, jak wsiadł do samochodu, a drżącymi rękami zamówiła taksówkę.
Samochód szybko przyjechał, a Svetlana ruszyła za nim. Dmitrij wysiadł przy centrum handlowym, a Svetlana, zdążywszy zapłacić taksówkarzowi, weszła zaraz za nim.
Svetlana zrozumiała, że musi dowiedzieć się, dlaczego Dima pojechał do centrum handlowego, jeśli miał zamiar spędzić cały dzień w domu. Straciła go niemal natychmiast.
Przechodziła z jednego sklepu do drugiego, badając działy, ale Dmitrija nigdzie nie było widać. Kiedy wybiegła na ulicę, zauważyła, że na parkingu nie ma już samochodu. W rozpaczy zaczęła płakać.
Po pewnym czasie na ulicy postanowiła, że musi wszystko opowiedzieć teściowej: i o swojej alergii na jej rośliny, i o tym, co dzieje się w jej relacjach z Dmitrijem. Jeśli teściowa wesprze syna, to trudno.
Dotarła na dworzec i spojrzała na rozkład, zrozumiała, że najbliższy autobus będzie dopiero za dwie godziny. Postanowiła nie czekać i zamówiła taksówkę.
Kiedy samochód przyjechał, Svetlana zobaczyła zaskakujący widok. Przed domem teściowej stał samochód jej męża. To był dla niej silny cios. W pewnym momencie pomyślała, żeby wyjechać.
Pokonując wątpliwości, Svetlana wysiadła z taksówki. Na werandzie domu zobaczyła Innę z filiżanką herbaty, a obok stała teściowa.
Rozmawiały o czymś żywo. Serce Svetlany zacisnęło się z bólu, ponieważ Inna, jej przyjaciółka, i teściowa, którą zawsze uważała za pewną, teraz wyglądały na sojuszniczki.
Svetlana zostawiła pieniądze kierowcy i odmówiła jego propozycji, by poczekał. Powoli podeszła do furtki, w głowie roiły się pytania.
Inna zauważyła ją pierwsza, szeroko otwierając oczy z zaskoczenia.
— Svetlana, nie miałaś tu być — powiedziała.
Teściowa również wyglądała na oszołomioną.
— Tak wyszło — wymamrotała Svetlana. — Może wy wyjaśnicie, skąd na plecach mojego męża zadrapania?
— Nie wiem, o jakich zadrapaniach mówisz! Nic o tym nie słyszałam! — odpowiedziała Inna.
— Myślę, że ja też powinnam wiedzieć, co tu się dzieje — nalegała Svetlana.
Inna westchnęła.
— Wygląda na to, że będziemy musiały ujawniać wszystkie tajemnice. Nie będzie niespodzianki — niechętnie powiedziała.
Svetlana nie zdążyła nic dodać, gdy Inna zawołała:
— Dima, chodź tu, Svetlana, wydaje się, że podejrzewa nas o straszne rzeczy!
Po chwili na werandzie pojawił się Dmitrij. Miał rozpiętą koszulę, całego w drobnych wiórach, a na plecach i ramionach były nowe zadrapania. Teściowa pomagała je otrzepać. Dmitrij patrzył uważnie na żonę, potem podszedł bliżej.
— Chodź, moja zazdrosna żono. Nie mogłem nawet pomyśleć, że jesteś zdolna do takich rzeczy. Inna mi mówiła, ale nie wierzyłem jej — powiedział, obejmując Svetlanę.
Z za rogu domu, dokąd Dima zaprowadził Svetlanę, pojawiły się Inna i teściowa. Z drugiej strony kryła się nowa przybudówka, przez okna której widać było kwitnące rośliny. Z szerokim uśmiechem Dima zaczął wyjaśniać:
— Svetlana, jesteś tak skromna i cicha, nigdy nie mówisz ostrych słów. Za to cię cenię i kocham. Jesteś jak delikatna księżniczka. Zawsze jednak martwiło mnie, że nie lubiłaś odwiedzać mamy.
Wydawało mi się, że jej unikasz, co mnie bolało, bo obie są dla mnie tak drogie. Dlatego porozmawiałem z Inną, twoją przyjaciółką.
Opowiedziała mi o twojej alergii na kwiaty mamy. Na początku byłem zły na ciebie — jak mogłaś to ukrywać? Potem przyszedł mi do głowy pomysł, by zbudować tę oranżerię.
Inna, zresztą, bardzo pomogła przy jej urządzaniu, bo nie jestem w tym mocny. Teraz kwiaty mamy będą tu, ona będzie mogła o nie dbać, a ty unikniesz nieprzyjemnych objawów.
Svetlana poczuła się winna.
— Nawet nie pomyślałam o tym — przyznała.
Dima zaśmiał się:
— Oczywiście, łatwiej było podejrzewać mnie o zdradę.
Svetlana zwróciła się do Inny:
— A ty, moja przyjaciółko, czemu nic nie powiedziałaś?
— Och, Svet, — uśmiechnęła się Inna, — przecież masz niedługo urodziny. Pomyśleliśmy, że fajnie by było je obchodzić tutaj.
Świętowanie odbyło się na daczy Taissy Andrejewny, a teraz Svetlana często spędzała tam czas, nawet gdy Dima był zajęty.
— Svet, to nie fair. Ja do pracy, a ty do mamy — żartował Dima.
— Co ty marudzisz? Sam tego chciałeś — odpowiadała Svetlana.
Na trawniku, gdzie zebrało się wielu gości, Taissia Andrejewna, w pięknej sukience, radośnie przyjmowała każdego razem ze Svetlaną.
— Svetul, czujesz się dobrze? Wyglądasz trochę blado. Wszystko sprawdziłam — w oranżerii drzwi są dokładnie zamknięte.
Svetlana uspokoiła ją:
— Nie martwcie się, rośliny nie mają z tym nic wspólnego.
Teściowa przestraszyła się:
— Co ty, zachorowałaś na swoje urodziny?
Svetlana zaśmiała się:
— Nie, Taissia Andrejewna, nie zgadła pani.
— Więc o co chodzi? — zapytała teściowa, patrząc na Dimę, który przygotowywał szaszłyki w towarzystwie przyjaciół.
— Dimi, na razie nie mów mu. — Svetlana na chwilę się zawstydziła. — Nic strasznego, po prostu w naszej rodzinie spodziewamy się powiększenia.
Goście nie od razu zrozumieli, o co chodzi, zaczynając pytać, co takiego zasmuciło kobiety. A Taissia Andrejewna, powstrzymując radość, po prostu machała ręką, ocierając łzy z policzków.







